Ogrody z motylami
"Rośliny chętnie odwiedzane przez motyle posadźmy na miejscu ciepłym i
osłoniętym, gdzie mogą przywabić najwięcej tych owadów. Musimy rozróżniać
rośliny, na których chętnie żerują gąsiennice motyli, od roślin poszukiwanych
przez motyle dla ich nektaru. Gąsiennice rzadko znajduje się na roślinach
ogrodowych i nie wyrządzają szkód również w ogrodzie z roślinami ozdobnymi.
Jedynie gąsiennice bielinka kapustnika mogą żerować na różnych roślinach
kapustnych w ogrodzie warzywnym. Zajmiemy się tu więc jedynie bogatymi w
nektar, którymi żywią się motyle. Wiele motyli spotykamy na astrach,
wieczorniku, floksach i różnych gatunkach rozchodnika."
tak mówi "Ogród. Encyklopedyczny poradnik na cały rok"

· 

Polowa listopada czyli pozna wiosna
Od dwoch tygodni cieple, wilgotne powietrze znad rownika naplywa nad Nowa
Poludniowa Walie. Oznacza to pochmurna albo i deszczowa pogode przy dwudziestu
pieciu - trzydziestu stopniach. Rosliny oszalaly. Ogrodnicy tez - ze szczescia
po trzyletniej suszy.

W calym miescie kwitna drzewa jacaranda, doskonale widoczne dzieki fioletowym,
bezlistnym koronom. Zaczely tez kwitnac jaskrawoczerwone Illawara flame trees.
Patrzac na pagorkowate ulice Sydney widzi sie zielen poprzetykana fioletowymi i
czerwonymi plamami. Do tego kwitna oleandry w przeroznych kolorach. Franzypany
wypuscily liscie i chyba zakwitna wczesniej niz zwykle.

A w ogrodkach warzywnych kwitna rozowe, tymianki i bialy majeranek, i cebula,
nagietki lekarskie i pachnaca cytrusem werbena. Salata jest gotowa do zbioru 5
tygodni po zasianiu. Wschodza dyniowate - dynie, ogorki, cukinie, squash itp.
Zaczelo sie pierwsze letnie owocowanie truskawek a na zimowych pomaranczach
zawiazki owocow sa juz wielkosci fasoli.

Pozdrawiam, zapracowana ogrodowo i z polamanymi paznokciami
Luiza-w-Ogrodzie

>< (((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸>< (((º>

Czwartek cieply i deszczowy
Obudzilam sie rano i wsluchalam w odglos opon przejezdzajacych samochodow -
brzmialo, jakby jechaly po mokrym asfalcie! Okazalo sie ze pada drobny ale
nieustepliwy deszcz, ktory zwolnil mnie z podlewania grzadki warzywnej. Pachnie
mokra ziemia, ozywily sie strumyki w lesie, ptaki ganiaja i spiewaja jak
szalone. Wiosenny deszczyk, przyjemny i cieply.
Siedze teraz w suchym biurze i obzeram sie rodzynkami z zamiarem rozpoczecia
pracy. Wkrotce. Za chwile. Jeszcze nie teraz.
Luiza-w-Ogrodzie
·´¯`·.¸¸>< (((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸>< (((º>
Australia-uzyteczne linki

Do Księcia Luki
Mój ty błękitnokrwisty befsztyku,
To co piszesz tutaj i w innych wątkach jest, a jakże, pełne prawicowej "troski"
o nasze jutro i ze wszechmiar racjonalne z twojego punktu widzenia. Godne
trzecio - , czy też czwartoobiegowego pisarczyka minionego czasu. Jedno co
szczególnie zwraca uwagę w tej kupie śmiecia to pełna pogarda, nie tylko dla
ludzi o odmiennych poglądach. Pisanie o kimś sparaliżowanym per "to zaślinione
warzywo", w ktorymś z wątków stawia cię poza skalą pewnych wartości. Pomimo
calkowicie odmiennych dróg, którymi idziemy nie zycze ci nawet abyś miał (lub
był w nim)jakiś warzywny ogródek do uprawiania. Bez pozdrowień.

· 

Ogródek warzywny. Ja też pierwszy raz jestem na Podlasiu i to, co tu
zobaczyłem, udowodniło mi, że mało wiedziałem o tzw. Polsce B. Tu się nie
żyje, tu się wegetuje. Coś przerażającego, tak wyobrażałem sobie Białoruś,
Rosję ale nie Polskę! Nie mam nic do ludzi, są oki i na swój sposób - ciekawi,
inni. Jest mi ich żal. Tu panuje wszechobecny marazm i najzwyczajniejsza
bieda. To nie jest najciekawsze miejsce do spędzania wakcji, choć okolice
faktycznie są piekne.

Gość portalu: riot napisał(a):

> Ogródek warzywny. Ja też pierwszy raz jestem na Podlasiu i to, co tu
> zobaczyłem, udowodniło mi, że mało wiedziałem o tzw. Polsce B. Tu się nie
> żyje, tu się wegetuje. Coś przerażającego, tak wyobrażałem sobie Białoruś,
> Rosję ale nie Polskę! Nie mam nic do ludzi, są oki i na swój sposób -
ciekawi,
> inni. Jest mi ich żal. Tu panuje wszechobecny marazm i najzwyczajniejsza
> bieda. To nie jest najciekawsze miejsce do spędzania wakcji, choć okolice
> faktycznie są piekne.
Człowieku, nie chodzi tylko o okolice. Ten warzywniak ma swój klimat, jak mogę
najczęściej wyrywam się tu z ahumanitarnej Wawy. czy słyszałeś jak spiewają
białostockie chóry, czy ślepy człowieku nie zauważyłeś, że tu rodzą się
najpiękniejsze dziewczyny w Europie. Kto wegetuje, ten wegetuje. Pojedź sobie
na Supraśl i zobacz jak wyglądają domy tych wegetujących:::

Pracownicze ogrodki dzialkowe.
Istnieja do dzis (juz jako niepracownicze) lecz zmieniaja sie powoli
ich forma z warzywnych na rekraacyjne.
Pamietam,ze chodzila jakas komisja i dogladala.Jesli ktos nie dbal
nalezycie o ogrodek to zabierano.
Fajnie sie spedzalo "na dzialce" czasy dziecinstwa.Kolezanki mi
zazdroscily,ze mamy taki kawalek ziemi.Zabieralam je na dach altanki
gdzie opalalysmy sie "na rope":DDD.No i te zbiory owocow i
warzyw,oczekiwanie na truskawki,chodzenie na szaber do sasiada...

A nie myslalas o przespaniu sie na plazy?...Obok Malagi, w wiosce
Maro jest taka jedna niewielka plaza, gdzie spokojnie mozesz weekend
spedzic pod namiotem:)Policja po Ciebie nie przyjdzie i nikt Cie nie
wyrzuci:). Plaza znajduje sie ponizej hipisowskich ogrodow
warzywnych i otoczona jest przez dwa bloki skalne. W okolicy rowniez
sa organizowane nocne wypady kajakowe do oklicznych morskich
jaskin....Bardzo mile klimaty:)

A co najwazniejsze: ZERO turystow! :>

betty-bt napisała:

> ludwika-w-ogrodzie napisała:
>
> > Jakas dziwna osoba z Ciebie Droga betty-bt.
>
> taaaak? a dlaczego???? he????
>
w dzisiejszych czasach właścicielka sklepu warzywnego to ewenement. cholerne
supermarkety...
;)

a propos 'warzywnych zapachow' , to wierzcie, albo nie, ale jak w zeszlym roku
pierwszego dnia pobytu w Kraju wyszlam po zakupy na bazarek, to sie
autentycznie poryczalam pod wrazeniem kompozycji koperkowo-cebulowo-pomidorowo-
jakiejstam jeszcze. Mama byla zaskoczona, mowiac "nie zaadaptujesz sie TAM
nigdy, juz to widze..." . po tylu latach w tym 'zachodnim luksusie'!! mamy tu
przez calutki rok wszystko, ale nic nie pachnie!!!!!!!!!/nie mowiac o smaku:((
nawet jak posialam koperek od Mamy - zero woni!, nie mowiac o rodzimej
maciejce, pnacym groszku z Mamy ogrodu - wyobrazacie sobie?

tylko w polskim sklepie zalatuje rodzima wedzonka, przyciagajac ludzi roznych
nacji, bo to fajny zapach prawie dla kazdego / ja akurat nie przepadam/.
jak widze na farmie stosy zieleniny, czy np. 'udane' pomidory, to pierwsze co
robie - wacham je - nie jest to grzeczne i wyglada dosc podejrzanie:)), ale w
ten sposob normuje apetyt na ulude. chociaz...dobrze, ze obok wrazliwsci na
zapachy dostalam jeszcze 'w genetycznym spadku' lubosc do kolorow - tym sie
czasami z koniecznosci musze ratowac.
wczoraj pierwszy raz kupilam tu czarna rzepe/uwielbiam!/, ciekawa jestem jaki
ma smak...

Jakich macie sasiadow?
fajnych?wscibskich?milych i uczynnych?lubicie ich czy nie?
Ja przenioslam sie w nowe miejsce i sasiadow mam troszke blizej niz
poprzednio.To starsi ludzie wiec godzinami gadaja z nami bo nie maja z kim,za
jedna sasiadka nie przepadam bo jest wscibska,druga jest bardzo mila,tak samo
jak i jej maz ktory dba u nas o trawnik i o krzewy.Ta za ktora nie przepadam
ma ogrodek warzywny w naszej czesci ogrodka.Przed przeprowadzka mialam za
sasiada ktory hodowal psy zaprzegowe,oj jak te psy wyly nocami czasem!
wrrrrrrrrrrrr,ale facet i jego zona byli mili,a jak jest u was?cmok

> a w ogole ogrody są po to, żeby po nich chodzić,
> wałęsać się, smęcić i od czasu czasu coś pouszczykiwac albo popodgryzać, a
> sałata i korzeniowe zupełnie się do tego nie nadają, dlatego w moim ogrodzie
> takich pracochłonnych upraw na lekarstwo ;-))

i tak trzymać, też uważam że ogrody to nie warzywne plantacje , hehe

> za to zapraszam na poziomki,
> sister ;-)

jestem w kropce... a może joint-venture?
no bo dlaczego tylko "sister ;-)" ?

może jeszcze schwester i sorella...

"...ale to już było..."
matriarchat się nie sprawdził
proponuję niezobowiązujące formy wspólpracy ogrodniczej ;))))

oldpiernik_nieco-Zaniepokojny_konkurencją_poziomkową :))

gatta13 napisała:

> Moja babcia, na ten przykład, zwykła chadzać bez park, bo ogródka w okolicy
nie
> było.

Coś w tym jest. Ale oznaczałoby to, ze znaczenie się odwróciło. Na wprost - to
by było bez bramę czy furtkę, a - bez ogródek - to jakby z tyłu domostwa,
opłotkami, bo tam zwykle jest ogródek warzywny. Z drugiej jednak strony,
ogródek kwiatowy jest zwykle z przodu i może bez ogródek i bez okno oznaczałoby
najkrótszą i najprostszą drogę? Ala

Witaj,
Pięć lat temu po powodzi w Raciborzu, w której moj brat stracił dorobek całego
życia i bał się dalej tam mieszkac, wysupłałam wszystkie oszczędności i kupiłam
1,5 hektara ugoru z malutką wiejską chałupka (dwie izby, sień i komórka).
Okolica składała sie z pokrzyw, ostów i lebiody w pełni rozkwitu. Sięgało to
wszystko do pasa, a nawet wyżej. Początkowo skosiliśmy to diabelstwo i
wyzbieraliśmy wszelkiego rodzaju śmieci. Potem zaoralismy i rozdrobnilismy
pecyny kultywatorem. A potem ręcznie (!) wybralismy większośc korzeni, kamieni
itp. (miało to ok. 1800 m kwadratowych - w tym do ok 50) Wyobrażasz sobie te
robotę. Potem pozakładalismy trawnik, grzadki warzywne i kwiatowe. Posadzilismy
drzewa i krzewy. I pieliliśmy, pielilismy, pilelilismy. Trwało tak cztery lata
i dopiero w tym roku (piatym) zaczyna wyglądac to dobrze.Chwasty owszem rosna,
ale nie jest to juz w zasadzie perz i osty tylko takie jakies drobiazgi. Ale
robocie nie koniec. Moze i mozna było zatrudnic kogos do tej roboty, ale
wyobraź sobiete satysfakcję teraz jak popatrze po ogrodzie. Wiem,że to wszystko
nasza praca.
Zyczę Ci dużo samozaparcia i cierpliwości, ale zobaczysz - opłaca się.

Pzdr mkhj

zakladanie warzywniaka :)
Taki maly marzy mi sie kolo domku. Wycielismy trochu drzew, dzieki czemu za domkiem bedzie doceirac teraz znacznie wiecej slonca. Miejsce to upatrzylismy sobie na niewielki ogrodek warzywny.
Jak najlepiej przygotowac glebe aby nasze warzywka ladnie rosly i dojrzewaly?
Ziemia u nas jest kwasna, nie gliniasta :) O obornik moze byc ciezko, jak by co :) W ostatecznosci moge sie poswiecic i pobiegac za krowkami na pastwisku:)

Dziekuje i pozdrawiam :)

maszyna do "kompostu"
Nie wiedzialam jak nazwac to urzadzenie wiec pozwolilam sobie na mala improwizacje.
POniewaz wycielismy ostatnio baaardzo duzo krzewow i drzew w ogrodzie i nie mielsismy co z nimi poczac porzyczylismy od tesciow maszyne, ktora sieka wszystko na drobniutkie czesci ( jak sie to nazywa po polsku? ). Wiec teraz siekamy caly czas te krzaki i zastanawiam sie jak wykorzystac ten przemial? Tesc powiedzial abym wsypala na grzadki/rabaty - zadziala niczym kompost a przy tym zachowa wilgotnosc gleby i nie pozwoli rosnac chwastom.
Czyli tak to normalnie wysypac? A czy mozna to jakos wykorzystac pod ogrodek warzywny?

Dziekuje i pozdrawiam

W ogrodzie mojej mamy kabaczek obrodził jako zwykle obficie. Każdego roku mama
zaklina się, że ostatni raz sieje kabaczki i tym podobne tałatajstwo, bo nikt
nie chce tego jeść.

Rozszalała się i zajęła pół ogródka warzywnego taka okropnie śmieszna dynia
przywieziona z Węgier, trupiosina z wierzchu, a w środku malinowoczerwona,
podobno znakomita w postaci pieczonej (jeszcze nie próbowałam). Dyń-owoców na
niej pięć czy sześć, wszystkie dorodne, osiągnęły pokaźne rozmiary i jeszcze
rosną.

Są też rozliczne ozdobne małe dyńki w pasiastych koszulkach i takie co to miały
być w czerwonych berecikach, ale się latoś wyrodziły i nie mają berecików.

warzywniak
postanowilam rowniez zalozyc ogrodek warzywny , taki malutki 3x5 m i nie
jestem pewna czy to co zrobilam ma jakis sens.
Przekopalam ziemie a dokladnie odwrocilam trawe na druga strone a nastepnie
obszar ten zostal obsypanym wapnem.
Moja ziemia jest bardzo gliniasta, zamierzam na wiosne przekopac ja z
dodatkiem obornika i mam propozycje obornika spod krolikow, czy to korzystne
dla mojej gleby?
Chce uprawiac marchew, pietruszke, por, seler, fasolke salate buraki w malych
ilosciach tak zeby nie latac do sklepu
wczesniej rosla tu tylko trawa
czy powinnam cos jeszcze zrobic a moze inaczej?/
pozdr

glony czy coś?
Bardzo proszę o pomoc w następującym problemie.
Mam działkę koło Włoszczowej a na niej ogródek warzywny,ale na glebie
pojawiają się jakieś glony czy porost jakiś wygląda to jak mech i zaczyna się
pojawiać ok. sierpnia warzywka przestają rosnąć a ziemia staje się na
wierzchu taka zbita.Jaka może być tego przyczyna i jak temu zaradzić bo
szkoda mi tych warzywek akie były dorodne.Stosowałam Biosept 33 ale bez
efektu.Bardzo liczę na pomoc fachowca.Pozdrawiam wszystkich a szczególnie
sąsiadow bo jak widzę dużo tutaj ogrodniczek z okolic Włoszczowej.Renia.

no widzisz? Kilka postów na forum i zmądrzałaś :-)
Temat jest rewelacyjny. Możesz go uzasadnić tym, że pojawiło się u nas mnóstwo
warzyw ozdobnych, że wchodzą w modę, że "warzywo też człowiek" i td.
Uzasadnienie społeczne - z chwilą ubożenia społeczeństwa, ludzie wykorzystują
każdą możliwość oszędzania. Drobne ogródki przydomowe i podmiejskie działki
mogą stać się ozdobnymi ogrodami warzywnymi łącząc piękne z pożytecznym.
Uzasadnienie historyczne - królowa Bona sprowadzając do Polski warzywa z Włoch,
sprowadziła też włoskich ogrodników, którzy uczyli Polaków właściwego
uprawiania roślin. Zachowały się zapisy, że królewskie ogrody warzywne słynęły
z urody i chetnie odwiedzane były przez gości królowej.
Ogrody warzywne króla Stasia były tak piękne, ze Bacciarelli namalował je na
którymś ze swoich obrazów. Wisi na Zamku Królewskim, ale który to - nie
pamiętam. Musisz sama sprawdzić.
Jak widzisz - wszystko da się uzasadnić. Może głupio, ale naukowo :-)
powodzenia!

Też jestem nienormalna. Lubię mniszki, chabry, polne maki i inne śliczności
(choc przyznam sie, że na grządkach warzywnych maja ze mna trudne życie)
Jesli chodzi o łamanie bzów i innych kwitnących drzew i krzewów to co roku
toczę walkę z wiatrakami. Żeby chociaz taki palant (excusez le mot) wziął
sekator i obciął gałazkę z kwiatami i liścmi, moze bym zrozumiała. Nie stac go
na kupno (????), nie ma ogrodu a chce poobcować z natura. Trudne do pojęcia,
ale mozna spróbować. Ale nie! Taki kmiot łamie gałęzie o grubości mojego uda (a
do okruszkow niestety nie należę) a potem z tego obłamuje co ładniejsze kiście,
resztę zostawiająć w postaci śmiecia. Na moje uwagi, ze tak nie można, że gdyby
każdy tak złamał gałąź itd, itd słyszę (w najlepszym razie)... stara dewotka!,
kretynka, co cię to k... obchodzi, nie twoje, niczyje itd, itp.
Szlag mnie trafia, ale nigdy jeszce nie udało mi sie zwalczyć tego wandalizmu.

Pozdrawiam
mkhj

ja rowniez swoje usuwam ekologicznie nawet jesli moje kolana stanowczo
protestuja calkiem mocnym zgrzytem i kujnieciem. A mam dosyc duzy ogrod.

Po co masz sie truc, i nature przy okazji.
1000 m to jest dosyc ale po kawaleczku- a jeszcze jak kogos zatrudnisz do
pzrekopania... Jak porobisz rabatki czy grzadki warzywne to pielenie wciaz
bedzie ale juz znacznie mniej.

ale za to jaki zdrowy, pelen pozytecznych stworzonek ogord bedziesz miala!

Venus

Gorczyca biała to nie tylko znana roślina na nawóz zielony ( tak na marginesie
Rübennematoden to nicienie żyjące na korzeniach zwane mątwikiem korzeniowym),
ale także ważne zioło lecznicze. No cóż wygląd ma nijaki więc w „nowoczesnym”
ogrodzie nie ma dla niej miejsca, a jak się sama wysieje (gorczyce tworzą dużo
nasion) to szpadlem przez łeb. W ten o to sposób dobieramy rośliny do ogrodu od
lat. A one znane już były 5000 lat pne! Mało pisali o niej i jej krewniaczce
gorczycy czarnej (czasem zwanej tez kapustą czarną) tacy wielcy ajk
Hipokrates, Pliniusz, Teofrast. Rośliny miododajne, pastewne lecznicze,
przyprawowe (musztarda jest z ich nasion), oraz tłoczy się z niej oleje dla
celów przemysłowych i technicznych, a także olej jadalny. Czego one nie mają, a
ile z nimi związanych jest wierzeń!!! Przykro tylko ze musimy je teraz odkrywac
na nowo. A niedawno W Nieborowie oglądałem typowe stare ogródki warzywne.
Warzywa otoczone gorczycą aksamitkami i innymi roślinami odstraszającymi lub
wabiącymi szkodniki, a dzięki temu nie musimy pryskać upraw. Ale co pradziad
wiedział to mądry po szkołach wywalił do śmieci wziął w łapy ddt.
Jurek

potrzebuje opisu typów ogrodów!PILNE
Prosze o pomoc!Potrzebuje opisów /linków na temat ogrodów:
*owocowo-warzywny + dekoracyjny
*mały wiejski
*romantyczny w mieście
*ustronny miejski
*w stylu orientalnym
*naturalistyczny
*"od frontu"
Na prawde bardzo mi zależy na tych materiałach,za pomoc baardzo dziękuję!

mjot1 napisał:
>
> Joj! Ileż to razy ja durny zachwycałem się ugorami właśnie i w swej tępej
> nieświadomości dopatrując się w nich piękna...
> Toż ja nieszczęsny nawet chrabąszczem o zgrozo! się zachwycałem i mniszkiem!
>
Widzę, że wrażliwy jesteś na piękno. :-) Tylko nie wiem do czego potrzebny Ci
jest ogród skoro wystarczyłoby wyjść poza opłotki, żeby napawać się naturalną
urodą przyrody ojczystej. Esencją ogrodów jest uprawa różnych roślin:
ozdobnych, warzywnych, owocowych a nie zapuszczanie ugorów.
Enlilu
Enlilu

ziemiorki i BASUDIN
pojawily w moich kwiatach ziemiorki, znalazlam na forum, ze mozna podlac
kwiaty preparatem o nazwie basudin, chcialam sie dowiedziec w jakich
proporcjach roozrobic ten preparat, w ulotce jest napisane tylko ja zrobic dla
roslin warzywnych w ogrodzie, wiec nie wiem jak sie dotego zabrac

jak wy przygotowywalisie ten preparat do podlewania? niech ktos mi pomoze...

e_kwiatuszek napisała:
>
> pojawily w moich kwiatach ziemiorki, znalazlam na forum, ze mozna podlac
> kwiaty preparatem o nazwie basudin, chcialam sie dowiedziec w jakich
> proporcjach roozrobic ten preparat, w ulotce jest napisane tylko ja zrobic dla
> roslin warzywnych w ogrodzie, wiec nie wiem jak sie dotego zabrac
>
Basudin 25 EC - podlewa się rośliny ozdobne roztworem 0,15%, tj. 1,5 ml.
preparatu na litr wody.
Enlilu

Był tu kiedyś ogrodzony mały ogródek warzywny.Nikt tam już jarzyn nie uprawia z
powodu norników i kretów.Zostało stare drewniane ogrodzenie,las malin i dwie
potężne jeżyny bezkolcowe.Tej zimy zadomowiły się tam bażanty.Reszta terenu
jest starannie wykoszona i nie za bardzo mają się gdzie pochować.Zanosimy im
jedzenie w miskach jak kurczakom(bardzo wcześnie rano)Ogrodzenie z ogródka
musimy zlikwidować,bo szpeci,ale może zostawię te maliny i jeżyny.Może nawet
dosadzę trochę takich" bażołów" Muszę poczytać jakie krzaki posadzić aby miały
więcej pokarmu,gdy wszystko śnieg przywali.Jak wiecie co lubią te ptaki to
proszę o podpowieć.

Burza!!!
Ertes, nie martw sie, u nas byly powodzie i sie skonczyly.I dla ciebie przyjda
sloneczne dni.

U mnie jak widac z ponizszego zapowiadaja burze na dzisiejsze popoludnie.
Znajac tutejsze gwaltowne wiosenne burze jak nic znowu mi zmyje nawoz i
sadzonki z grzadek warzywnych i zabloci truskawki.

Za to po burzy ma byc 5 suchych, slonecznych dni z temperatura 22-25 stopni.
Moze wreszcie uda sie skosic oszalale po deszczach trawniki?

Australian Government Bureau of Meteorology
New South Wales
Issued at 8:30am on Wednesday the 27th of October 2004
Sydney: Chance shower or thunderstorm. 31

Pozdrawiam wszystkich cierpiacych w deszczu
Luiza-w-Ogrodzie

><((((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
.·´¯`·.. ><((((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>

warzywa ekologiczne - gdzie?
Dziewczyny! Mój pięciomiesięczny Niutek niebawem zacznie jeść zupki.
Chciałabym sama je gotować, tylko nie wiem, gzie kupić warzywa - pietruszkę i
ziemniaki, bo marchewkę mam z ogrodu mojej mamy. I tak się wacham - w sklepie
warzywnym i nie przejmować sie różnymi nawozami? Czy może szukać sklepów ze
zdrową żywnością? Tylko nie wiem gdzie ich szukać??? Byłam w GreenWayu, ale
tam akurat "moich" warzyw nie mają. Może któraś z Was ma jakiś pomysł???
Pzodrawiam, Aga

własnie powstało montessoriańskie przedszkole w zalesiu dolnym
kadra ma odpowiednie wykształcenie do prowadzenia zajęć w tym systemie, na
miejscu jest również pani psycholog która pomaga w obserwacji dziecka
wszystkie pomoce są zgodne z zasadami wychowawania w systemie montessori
czesne 1200 zł już ze wszystkim, nie ma wpisowego
przedszkole bardzo kameralne nastawione na indywidualne wychowanie,
2 grupy max 12 osobowe mieszane wiekowo (jak to w montessori)
domek jak u babci położony w sadzie owocowym 3000 metrów, dzieci same zbierają
jabłka, śliweczki, winogona, orzechy, mają też własny ogródek kwiatowy i
warzywny
serdecznie polecam
padka

Czesc!!!
Wczoraj swietowalismy pol roczku w scislym gronie rodzinnym
Jak ten czas leci... niedlugo rok i czeka nas wyprawianie
pierwszego "przyjecia" w wiekszym gronie ... dobrze, ze mamy ogrod i termin w
srodku lata
Waga mojej corki postanowilam sie juz tak bardzo nie przejmowac. Naprawde
robilam wszystko do tej pory i nic! Taka pewnie jest. Je bardzo ladnie sloiczki
miesne, warzywne, owocowe, pije soki i oczywiscie mleko - nic wiecej juz nie
mozna zrobic!!??
Najwazniejszy wyznaczkik - podwojenie wagi do pol roku - ma.
Z piosenkami jest roznie. Ja moze nie falszuje ale nie pomietam zbyt wielu
melodii. Slowa to forum pomaga sobie przypomniec ale co z reszta?
Spiewamy wiec na okraglo Pieski male dwa, Byl sobie Krol (dosyc makabryczne), Z
popielnika na Wojtusia i Ach spij kochanie.
Duzo tez sluchamy radia i CD dla doroslych.

Ja też się cieszę tą wiosną. Szkoda, że jest taka krótka. ;(

Jestem ciekawa Twojego ogrodu. Może uda Ci się zrobić zdjęcia. Swoje
zamieściłam m.in. na www.webshots.com. Po włączeniu komputera, mogę oglądać je
w formacie wielkości mojego monitora.
Mój głód ogrodem wciąż jest nienasycony. Wszystko prace wykonujemy
własnoręcznie. Zainteresowanie jednak przejawiam roślinnością wieloletnią.
Sezonowej zmiany "kwiatostanu" nie biorę pod uwagę. Wynika to chyba z tego, że
kiedyś na swojej działce miałam dosyć pokaźny ogródek warzywny i zraziłam się
do ciągłego pielenia, wkopywania, wykopywania, zimowego przetrzymywania........
Kwiaty mają bardzo krótki swój żywot, a przekwitłe działają na mnie
przygnębiająco, zaś na roślinach wieloletnich po okresie ich "wzniosłości"
pozostają jeszcze piękne i ozdobne liście. Podziwianie tych pięknych,
jednorocznych kwiatów zostawiam na obce ogródki. Tylko proszę mnie nie
krytykować za to. To taki mój uszczerbek w miłości do mojego ogrodu. Taki
defekt. ;(

Wzbudziłeś moje zainteresowanie czarnym bzem, a zwłaszcza, że wcześnie
wykazałam w stosunku do bzu pewną indolencję. Mam tylko jakieś jedne misterne
drzewko. Spróbuję go zdobyć :)
Dzisiaj u mnie słonecznie, chociaż niebo jest troszeczkę ołowiane. Pogoda dobra
na sadzenie nowych roślinek w ogrodzie. A może i wieczorkiem jakiś grillek
będzie z karkóweczki....;)
Pozdrawiam.

a ja tak jeszcze trochę z innej beczki, ale też o teściowej...na dobry
humorek...
Ja mieszkam w domku z ogródkiem, a moja teściowa jakieś 800 metrów ode mnie, na
szczęście, u siebie. No , ale, kiedy zdarzało się jej być z wnusią to wbiła
sobie do głowy, że musi też dbać o nasz ogródek. Ja traktowałam całe to
warzywne zamieszanie raczej jako świetną zabawę dla mojej córeczki, ale Mamuśka
postawiła sobie za punkt honoru, że nie będzie tam ani jednego chwasta.
Rozumiem, że nie tylko dla urody miejsca, ale także dla lepszych plonów. No i
dzięki temu jej zapałowi do odchwaszczania, trzy razy sialiśmy wszystkie
warzywa, bo jak tylko powschodziły, to tesciowa je powyrywała z również
wschodzącymi chwastami. Ja nie potrafię na etapie jakiegoś zielonego kiełka
odróżnić czy to chwast, czy upragniona własna marchewka. Uśmialiśmy się do łez.
ale za to kiedy już trzeci siew właśnie wydobywał się spod ziemi,na straży
ogródka uwiązaliśmy psa.UUUUUdało się. Już w lipcu urosła pierwsza sałata. Ha.
Ale i tak ją kocham ( teściową, a nie sałatę). Pa. Pozdrawiam cieplutko, bo
właśnie jakoś mi się zrobiło zimowo za oknem.

Cieszę się,że nareszcie odezwał się ktoś z naszej budy.Czy pamiętasz
nauczycieli?P.Krakowska od biologiii i chemii,p.Jasek(moja wychowawczyni)od
fizyki,p.Kuziemska od polskiego,dyrektor p.Wysocka,no ici harcmistrzowie
Hojanlub Chojan?.Nie pamiętam wielu innych.A pamiętasz,że mielismy ogródek
warzywny od strony domu kultury?Może masz jakies fajne wspomnienia ze szkoły,
napisz.Pamiętasz sztnie w piwnicy?A popiersie A.Zawadzkiego?Ja mieszkałam na
rogu Łukasiewicza i Kapuściska od strony żłobka, ale miałam koleżanki i kolegów
z dawnej Krasickiego.Jak Ty byłaś w 5.klasie to ja byłam w 8c.
Pozdrawiam i czekam na wspominki
Bożena

"Ty "okularnik"! Nie masz ty starszego brata - czyli mnie?"
Mam, ale nie wiem, czy Ciebie. Twój adres mailowy mi nie pasuje. Mógłby być
.gov.pl, ale nie mg.gov.pl. Chyba, że piszesz od sąsiadów.

Co do Romów - nie napisałem, że od nich można było dostać w zęby. Można było
dostać w ogóle. I to mi się przytrafiało.

Dyrektor Grzegorz to oczywiście Szombara. Kiedyś w czasie dyżuru na holu na I
piętrze stałem w oknie z kolegą. Dyrektor Grzegorz wyszedł sprawdzić stan świeżo
wylanego na boisko asfaltu. Wszedł na boisko, a ja do koleżki mówię: "No patrz,
gdzie lezie. Świeżo wylane, a on włazi". Powiedziałem to normalnym głosem,
koleżka stał pół metra ode mnie. Ku mojemu zdumieniu dyrektor - a dzieliło nas
ze 100 metrów - zaczął mi się bacznie przyglądać. No to mówię ni to do niego, ni
do koleżki: "No co się gapisz".
W trakcie lekcji drzwi do sali się otworzyły i dyrektor poprosił mnie na
korytarz. Zaprosił mnie na jutro do siebie z mamusią. To nie była miła rozmowa.

Pani Stobiecka od fizyki była wówczas prawą ręką druhny Wiosny. Była świeżo po
studiach i szczerze mówiąc miała z nami przerąbane.

Między szkołą a boiskiem był ogródek warzywny. Sadziliśmy tam jakieś marchewki
czy rzodzkiewki, ale w młodszych klasach. Później chyba ten teren zarósł
zielskiem. Nie wiem, jak jest teraz.

do edyta_bo: musieliśmy się znać, przynajmniej z widzenia, bo ja też wylądowałem
w Kochanowskim.

qwerty, nie wiem czy dobrze Cie zrozumialem, ze masz klopoty zoladkowe po
owocach- jezeli tak to przykro mi...
Tluszcze zawarte w orzechach sa samym zdrowiem, maja bardzo dobry wplyw na
obnizenie cholesterolu etc., plus ich wszystkie zawarte mikroelementy. Prawda
ze sa kaloryczne, no trzeba we wszystkim miec umiar. Wychowujac sie u dziadkow
na wsi (Borowa) bylem w owocowym raju. Kilka starych sadow z wszelkimi
mozliwymi rodzajami jablek, od wczesnych az po zlote renety, zajadalem sie nimi
prosto z drzewa( doslownie, siedzac na drzewie:) ) az do oporu. Tak samo
roznymi sliwkami, zoltymi i takimi w miare malymi, zolto- czerwonymi. Sasiedzi
mieli duzo poteznych czeresni, takich z ciemnymi, wielkimi owocami. Bez
przesady, ale zbierane koszyki nie zawieraly wiecej tych owocow niz sie zjadlo
na drzewie! Maliny i poziomki... mniam, tez duzo sie ich zbiewralo. Tak samo
borowki- pycha! A w lato czernice, te to zbierane byly wiaderkami, nie mowiac
ile sie zjadlo i to przez cale lato!
Nigdy nie mialem zadnych klopotow zoladkowych z tego rodzaju diety. Chleb
wlasnego wypieku z pieca opalanego drewnem, piekli go raz na dwa tygodnie a
nawet ostatni prostokatny bochenek byl pyszny...
Tak samo babci ogrodek warzywny, duzy byl i najbardziej to z niego pamietam
ogorki i marchewki. Mniam!
Myslac tak o tym, wtedy wydawalo sie to normalna rzecza- dzis nagle zdaje sobie
sprawe jakim szczesliwcem bylem majac dostep do tylu smakolykow.
A grzyby... ciocia dusila, suszylo sie sporo, a gaski pieklem na goracej blasze
pieca. Posolone, pycha.

Zwyczaje domowe
Dawno temu w moim rodzinnym domu był zwyczaj zasiadania do obiadu oraz do
kolacji o określonej godzinie i oczywiście w pełnym składzie. Nowalijki w
sklepach pojawiały się mniej więcej miesiąc wcześniej niż w ogrodzie. Żeby
było jasne, pomidorów i rzodkiewki nie jadło się przez cały rok. To było
naprawdę dawno. Zwyczaj polegał na tym, że kto pierwszy zauważył w danym roku
pierwszą nowość warzywną w potrawie, miał prawo do pociągnięcia za uszy
dowolnej osoby zasiadającej przy stole. Oczywiście osoba, która
przygotowywała posiłek nie mogła skorzystać z przywileju i nie mogła o niczym
powiedzieć. Druga zasada – nie wolno się bronić przed „ciąganiem” i obrażać
się. Obojętnie czy to był pierwszy koperek na ziemniakach, szczypiorek na
kanapce czy tylko kompot z pierwszych w roku rabarbarów. Oczywiście jako
kilkuletni brzdąc miałem straszną frajdę jak pierwszy dokonałem odkrycia i
bezkarnie mogłem tatę pociągnąć za ucho. Niestety to najczęściej starszy brat
pociągał moje uszy. Czy wiecie coś o takich trochę dziwnych domowych
zwyczajach?

Rewelka
Rewelacyjnie polozony hotel za niewielkie pieniadze. Usytuowany w kompleksie 3
hoteli El Hana- zawsze sie cos dziele (animacje, bary, dyskoteki). Przecudowny
ogrod palmowy, wspaniale jedzenie, mozliwosc obserwowania zycia Tunezyjczykow...
Sniadania dobre, zas kolacje obfite i z bardzo bogatym wyborem wspanialych
potraw= urozmaiconych, wspaniale przyrzadzonych. Do wyboru zwykle 2 dania miesne
i 1 rybne (wspaniale ryby, gatunki nieznane u nas), do tego 6-7 surowek, frytki,
ryz, makaron lub kuskus, 2-3 dania cieple warzywne, ciastka tortowe i lody, owoce.
Kuchnia europejska (w mniejszosci) i tunezyjska - fantastyczna!
Sprzataczki sprzataja porzadnie. Reczniki i posciel wymianie codziennie (co jest
rzadkoscia w 3*).
Kelnerzy w szczycie sezonu zapracowani. Czesto brakuje sztuccow w restauracji.
2 duze baseny plus brodzik. Usytuowane w przepieknym gaju palmowym, czyste i duze.
Centrum miasta, do plazy przez dosc ruchliwa jezdne.
Plaza szeroka, pas hotelowy z lezaczkami i wiekszosc ogolnodostepna. Codziennie
dokladnie sprzatana (o codziennie dosc dokladnie zasmiecana). Duzo tubylcow -
koloryt lokalny, masa kobiet plazujacych i kapiacych sie w sukniach do ziemi i
chustach na glowie.
Egzotycznie i zabawnie.
Moze przez 1 tydzien bylo zasmiecone, przez drugi tydzien krysztalowo czyste -
pewnie zalezy skad plynie prad.]
Rewelacyjnie polozony- w centrum miasta, ale jednoczesnie nad morzem, otoczony
przepieknym palmowym ogrodem (prawdziwy gaszcz przepieknych palm). Wszedzie
blisko: komunikacja na wyciagnienie reki, sklepy, plaza itp.
Plaza oddzielona ulica i promenada (odleglosc 30 m).

Rewelacyjnie polozony hotel za niewielkie pieniadze. Usytuowany w kompleksie 3
hoteli El Hana- zawsze sie cos dziele (animacje, bary, dyskoteki). Przecudowny
ogrod palmowy, wspaniale jedzenie, mozliwosc obserwowania zycia Tunezyjczykow...
Sniadania dobre, zas kolacje obfite i z bardzo bogatym wyborem wspanialych
potraw= urozmaiconych, wspaniale przyrzadzonych. Do wyboru zwykle 2 dania miesne
i 1 rybne (wspaniale ryby, gatunki nieznane u nas), do tego 6-7 surowek, frytki,
ryz, makaron lub kuskus, 2-3 dania cieple warzywne, ciastka tortowe i lody, owoce.
Kuchnia europejska (w mniejszosci) i tunezyjska - fantastyczna!
Sprzataczki sprzataja porzadnie. Reczniki i posciel wymianie codziennie (co jest
rzadkoscia w 3*).
Kelnerzy w szczycie sezonu zapracowani. Czesto brakuje sztuccow w restauracji.
2 duze baseny plus brodzik. Usytuowane w przepieknym gaju palmowym, czyste i duze.
Centrum miasta, do plazy przez dosc ruchliwa jezdne.
Plaza szeroka, pas hotelowy z lezaczkami i wiekszosc ogolnodostepna. Codziennie
dokladnie sprzatana (o codziennie dosc dokladnie zasmiecana). Duzo tubylcow -
koloryt lokalny, masa kobiet plazujacych i kapiacych sie w sukniach do ziemi i
chustach na glowie.
Egzotycznie i zabawnie.
Moze przez 1 tydzien bylo zasmiecone, przez drugi tydzien krysztalowo czyste -
pewnie zalezy skad plynie prad.]
Rewelacyjnie polozony- w centrum miasta, ale jednoczesnie nad morzem, otoczony
przepieknym palmowym ogrodem (prawdziwy gaszcz przepieknych palm). Wszedzie
blisko: komunikacja na wyciagnienie reki, sklepy, plaza itp.
Plaza oddzielona ulica i promenada (odleglosc 30 m).
Na plazy POTWORNIE kradna, zabierajcie tylko recznik, poza tym bezpiecznie.

Rowniez spędzilam 2 tygodnie w Manzara Otel.Jak na 3*** to dosc niski standard
w porownaniu np.z Pink Palace w Ovacik czy Arocaria w Side.Pokoje w
nienajlepszej kondycji, w niektorych grzyb na scianie.Serwis sprzatajacy
spisywal sie nienajlepiej, nie wycierano kurzu, podloge sprzatano niedokladnie,
reczniki nie byly wymieniane regularnie.Tyle jesli chodzi o wady.
Najepsze jedzenie jakie kiedykolwiek spotkalam w Turcji.Duzo, czysto, swieżo i
bardzo smacznie.Sniadania tradycyjne-feta, pomidor, ogorek, oliwki, czasem
szynka, kawa, herbata, sok.Obiad i kolacja-tradycyjne tureckie potrawy.Obsluga
przemiła, nawet pani w recepcji z czasem zaczela sie usmiechac i rozmawiac.Z
wlascicielem i obsluga mozna wszystko zalatwic:).Hotel polozony w
kilkupoziomowym bajkowym ogrodzie owocowo-warzywnym.Mnostwo krolikow-dodatkowa
atrakcja.Na najwyzszej kondygnacji ogrodu znajduje sie basen, sredniej
wielkosci + wspanialy brodzik z fontanna.Woda jest czysciutka i nie pachnie
brzydko chlorem.Mozna kapac sie o dowolnej godzinie.
Na plaze jezdzi bus hotelowy o 10, 13, 14 ,17-jest bardzo punktualny.o 21:30
kierowca Erkan zabiera gosci do Hisaronu, odbiera o 23:30.
Generalnie hotel godny polecenia.Niestety wszedzie daleko ale mozna i temu
zaradzic.

Ja też nie chcę chodzić do pracy. Mamy fajny dom na wsi, mamy własnego konia
(moje marzenie przez wiele wcześniejszych lat), mamy własny ogródek warzywny i
posadzony sad, ale ja muszę na 8 godzin jechać do pracy i niewiele czasu mi
zostaje, żeby sie tym wszystkim nacieszyć. Musze coś wykombinować, żeby
pracować w domu. ktoś może ma jakieś ciekawe pomysły?

wszyscy biedacy sa Lemmings
Prawda z tymi Lemmingami.
Sam jestem taki Lemming. Bylem w 1982 USA ale wyladowalewm w Kanadzie. Przez
wiele lat myslalem ze Kanada to gorszy kraj ale teraz przejrzalem na oczy i
widze ze jest lepszy.
W przyszlym roku syn sie zeni w Kanadzie i nasze 4 wnuczki syna zony z jej
pierwszego malzenstwa przyjezdzaja na slub. Koszty ogromne ale rodzina jest
najwazniejsza. My starzy bedziemy pol roku w Polsce pol w Kanadzie i w oby
krajach mam ogrody. Z tym ze polski jest owocowy a kanadyjski warzywny.

Syn skonczyl "computer science" i zyje jako instalator sieci/administrator.
To dobrze ze nie poszedl w "high tech" bo 50% pozycji w softwarze jest juz w
Indiach. A tak zyje skromnie ale dobrze zakorzeniony w lokalnej ekonomii.

Wnuczkom w Polsce dalismy sporo pieniedzy na wyksztalcenie i mieszkanie 80m. Co
wiecj mozna osiagnac w poltora pokolenia.

W Japonii to byloby luksusowe. Nie mozna za wiele chciec. Mam nadzieje ze Pan
Bog ochroni polakow od amerykanskiego modelu ekonomii na dluzsza mete. Przeciez
Polska nie powinna sie mieszac w zadne wojny bo jest za mala.

Gość portalu: koniczyna napisał(a):

> Zwyciężeni i pokonani - utopia ! - "kij i marchewka" są niezbędne z obu
> stron... na razie obie nadużywają kija . Euro-Ameryka ma interesy na Bliskim
> Wschodzie - ma też wyrzuty sumienia ; Holokaust - tyle, że korzysta z nich na
> swoją korzyść ... dopóki Izrael będzie postrzegany przez Świat Islamu -
> jako "cierń" Euro- Ameryki ; jego istnienie będzie zagrożone ... niech
> sąsiedzi odnajdą wspólne interesy - to brzmi niby abstakcyjnie w Świecie
> LUDOBÓJSTWA - ale jesteśmy ROZUMNI ... i pomyśleć warto, że wiara powinna
> pomagać lepiej żyć . AMEN

zakładamy światowy ogródek kwietno-warzywny?
to może na wstępie ustalimy kto go będzie uprawiał
jego granice chyba trzebaby ogrodzić chociaż płotkiem-koniecznie ekologicznym,
a najlepiej z tych kijów od marchewki
ponieważ ja lubię w przyrodzie pewien uporzadkowany chaos wobec tego jako
100krotki zastrzegam sobie prawo do wyrastania wszędzie tam gdzie są
odpowiednie dla 100krotki warunki klimatyczne i bez zakazu spijania ożywczej
rosy z jakichkolwiek tematycznych grządek.

a co koniczynki lubią najbardziej?

słyszałam kiedyś, że krowy po zżarciu koniczyny mają wzdęyte brzuchy i bardzo z
tego powodu cierpią.
prawda li to?

czesc Polakow lubi ciagle narzekac na wszystko. Nawet na to, ze sa Polakami.
Warszawa prawdopodobnie produkuje kilka razy wiecej w przeliczeniu na doalry
niz cala Lotwa. Statystyka jest faktycznie rozumina tylko dla statystykow. Dwa
przyklady.
1) stary, komunistyczny. Mongolia zbudowala w jednym roku sto budynkow
mieszkalnych w Ulan Bator. Wzrost o 200 % w porownaniu do roku poprzedniego. W
tym samym czsie, zbudowano tysiac budynkow w Sztokholmie - wzrost o 5% w
stosunku do roku poprzedniego. Wniosek; Mongolskie budownictwo bije na glowe
szwedzkie.
2) nowy, zachodni. Japonia ma wiekszy dochod na glowe niz USA. Nie jest zreszta
jedynym krajem, ktory ma wiecej niz Ameryka jak sie przeliczy GNP na glowe
mieszkanca. rzeczywistosc. Mieszkaniec USA ma srednio 3 razy wieksze mieszkanie
(dom) niz Japonczyk, Amerykanie jezdza duzymi, wygodnymi samochodami,
Japonczycy najczesciej uzywaja niesamowicie przepelnionego transportu
publicznego. rzadko jezdza samochodami, chociaz male. Splata domu Japonskiego
trwa 60 lat, gdy Amerykanie splacaja srednio po 22 latach. Moga tez wziac
pozyczki 15 lub nawet 10 letnie. Przecietna powierzchnia dzialki w USA jest 10
krotnie wieksza niz w japonii. Mozna miec basen kapielowy, hustawki dla dzieci,
nawet wlasny ogrodek warzywny; pies tez ma gdzie sie wybiegac. Oczywiscie
Japonczycy maja wiecej komorek (cell phone), wiecej gadgetow elektronicznych,
wiecej jezdza turystycznie. Ktos moze powiedziec, ze to jest wazniejsze niz
sypialnia dla kazdego dziecka. Niemniej statystyki moga mylic.

Rok w moim ogrodzie
A co wsytuacji gdy postawiłem płot kilka lat przed przybyciem sąsiada oraz
obsadziłem go winobluszczem a obecnie sąsiad domaga się abym go pielęgnował
również po jego stronie ponieważ puszczajacy pędy winobluszcz utrdnia mu
uprawianie ogródka warzywnego po jego stronie.

Laband,w tym roku jeszcze tylko kwiaty w ogrodzie sadze i wysiewam.Zamówiłam
bardzo ladne brzozowe skrzynki 9 takie pojemniki naturalne w pniakach i tam
różności wysiewam m.in.maciejke ,groszek pachnacy itd.Posialam piękna malwe
koloru burgunda,ale zakwitnie dopiero w przyszłym roku,czekam z
niecierpliwoscia.
Kiedys zrobie sobie takie warzywne grzadki,jak czas pozwoli.Pa

> A w łazience swinkę hodujesz? a na balkonie kury? 19 lat ogródek uprawiasz?
> Salate i koperek takze zbierasz? Czlowieku to nie twoja wiocha na
wschodzie!!
>
> Innym moze to nie pasowac.
Taaa, wytwor nowoczesnej cywilizacji: zamurowac, zabrukowac, zabetonowac.
WIesz, na zachodzie, to normalne, ze oprocz wylania betonowych scian mysli sie
o jakiejs zieleni - zarowno ze strony developera/administratora (trawniczek,
itp.), jak i ze strony lokatorow (a to widac tez u nas, anwet w centrum balkony
gesto upieknione sa kwiatkami).
Tu raczej nie chodzilo o ogrodek warzywny, koperek, ogorki, a o zwykly, ladny
przybudynkowy kawalek zieleni upstrzony kwiatkami, coraz bardziej popularny
ostatnio...
a obasfaltowane drzewa, to przejaw cywilizacji... radzieckiej, ukrainskiej,
kazachskiej, itp. Generalnie, im dalej na wschod, tym w miastach mniej zieleni,
a wiecej asfaltu.

Aha, kolejny pomysl na burka: policzyc, ile miesiecznie zuzywasz wody. Razy
5zl/m3. Podzielic przez jego udzial we wspolnocie. Wyjda grosze. Dokladnie taka
kwote odliczyc, zapukac do sasiada i wreczyc mu, mowiac, ze tyle wyszedl jego
udzial wody w podlewaniu, to mu zwracasz. I ze nie musi wydawac reszty, niech
bedzie zaliczka na nastepny miesiac (bo pewnie wyjdzie np. 5,25 grosza, albo
30,27 ;)

Szanowny Panie ekspercie od Cystersów! Pan chyba nie umie czytać. Napisałam co
Cystersi ZROBILIBY, a nie co zrobili. Co zrobili, to ja dobrze wiem i chwała im
za to. Ogródki warzywne to była wyraźna aluzja do ich zamiłowania do upraw i
zagospodarowywania ziem, które mieli w posiadaniu. Pan wyraźnie tej aluzji nie
odczytał (widocznie dymy z Nowej Huty przesłoniły mu umiejętność trzeźwego
myślenia). Szlak Cystersów zwiedziłam, nawet przepływałam kajakiem przez teren
należący do Cystersów w Pelplinie (rzeką Wierzycą). O ile pamiętam był to
ogród, nie udostępniany do zwiedzania turystom (z tym przepłynięciem to była
trochę taka partyzantka kielecka - mam to we krwi). A kielczanie, o ile są już
krakowianami, mogą brać czynny udział w zagospodarowywaniu Krakowa, i nikomu
nic do tego. Jestem tu zameldowana na stałe i tu chcę pozostać. I nie tylko ja.
Wielu ludzi po studiach tu zostaje, pracuje, zakłada rodziny. Gdyby nie
studenci i 'element napływowy', Kraków stałby się skansenem. Dzięki temu miasto
tętni życiem, rozwija się. I o to chodzi. Precz z dulszczyzną i krakowskim
smrodkiem! Wszystko płynie...

Kup lepiej szatkowaną kapustę. Jest na giełdach warzywnych -ja zamawiam w
osiedlowym "warzywniaku".No chyba że masz kapustę z własnego ogrodu.W sklepach z
gospodarstwem domowy typu GS widziałam,ale w zeszłym roku drewniane szatkownice
z taką skrzyneczką ,w której umieszcza się główkę kapusty.

No więc ja tez mam takiego faceta. Dom wybudowalismy razem. Ogródek warzywny
jest. Przetwory się przegryzają (póki co u sąsiadki w piwnicy - ale nasza
ziemianka już prawie gotowa). Szczególnie dumna jestem z duszonych grzybów,
które zapasteryzowane czekają w słoikach, bo okolica u nas grzybna. Dziecko
gania z psami i kotami, wieczorami kominek pięknie sobie trzaska. Do pracy mam
tylko godzinę samochodem. Ptaszki ćwierkają, zachody i wschody słońca zapierają
dech w piersi, podobnie jak rozgwieżdżone niebo nocami.

A do tego jeszcze mamy stajnię, w której stopi nasz własny wymarzony koń.

Tak dla zupełnej jasności też dodaję, że nie oddam :-))

dzieciom karmionym wyłącznie piersią nowości wprowadza się poźniej niż tym " na
butelce". Lekarze radzą żeby dopiero od pół roku (ze względu na mnogość różnych
alergii") ja mojemu synkowi który je z piersi tak jak Twoje dziecko, pierwszy
raz dałam mu herbatki i soczki,jabłko tarte i soczek z marchewki (robiony w
domu) oraz soczki od 5 miesiąca (mały miał skończone 5 mies.) potem
wprowadziłam zupkę warzywną tez robioną w domu. Mój mały nie chce jeść jedzenia
ze słoiczków, więc wszystko robie sama z owoców i warzyw z ogrodu od moich
rodziców ze wsi. Zupa- 6 mies.Wszystkie produkty wprowadzałam w kilkudniowych
odstępach.
Teraz ma 7 je zupę warzywna z mięskiem (pierś z kurczaka), jajko do zupy max.2
x w tygodniu, marcherke, jabłko, chrupki kukurydziane, soczki, harbatki, owocki
ze słoiczka (!!), chciałabym wprowadzić coś jeszcze ale nasza lekarka twierdzi
że narazie nie powinnam. Dziecko nie ma żadnych alergii, choć w rodzinie są i
dalej pije mleczko od mamy. Pozdrawiam.

Tylko jak ja tu parsley=piertuche (korzen) znajde? Zapytam w sklepie o
piertuche to mi profanowi pasternak wcisna :( Z reszta, caly czas uzywalam
pasternak myslac, ze to pietrucha :) Tylko jak w koncu bede miala dom to tez
bede miala ogrodek warzywny i *z nasion* posieje sobie *prawdziwa* pietruche
czyli parsley a nie pasternak (parsnip) :) Po parsnip bede do sklepu
chodzila :)

Tak z ciekawosci, to te "celeriac" to nasz prawdziwy seler czy tez
jakies "cudo" :)

w NYC najbardziej lubie swoje okolice czyli Lower East Side, Chinatown, zbiegajace sie ze soba sklepy
hasydow i chinczykow tak rozne jak rozny jest Nowy Jork.
Lubie canal street i okolice sklepy rybne, warzywne, chinskie grocery stores, herbaciarnie, knajpy
( najlepsze sa te gdzie menu tylko po chinsku i porozumiewac sie tzreba na migi)
Lubie "moj" east river park, piekny jest, ogrody, masa roznorodnych roslin, boiska i wszedzie mozna
po prostu wejsc z pilka i grac, bawic sie.
a najbardziej lubilam okolice WTC, znam tam kazda ulice a teraz jest tak inaczej, inne swiatlo inna
atmosfera.

poza NYC mam swoje ulubione andies w catskills ( okolice margaretville i woostock) gdzie zwierza
masa, strumyki, cicho, fajne jeziora..... wiecie, ze spotkalam w lesie ogromnego zolwia!!! i nazbieralam
mase grzybow :)

U nas tradycyjnie w Wigilje sa pierogi i ryby, szczegolnie karp
pozytym robie tez nasza polska salatke warzywna,ktora moj maz
polubil.Na Wigili nie jemy miesa a co do ciast do sernik no i
ciasteczka ktore moje corcie pieka.Moj maz nie lubi sernika ale za
to uwielbia karpatke takze musze mu na Swieta upiec.U nas stoi juz
od wczoraj choinka jak co roku maz sam lata i kupuje choinke a
stroic beda dzieci.Na swieta muzulmanskie nie mam problemu bo
jezdzimy do rodziny(tesciow i rodzenstwa meza) mieszkajacych z 30 km
od naszego miasta.W Niemczech ludzie wczesniej kupuja choinki i je
juz stroja pozatym okna,ogrody sklepy sa juz od pierwszego grudnia
ustrojone.Takze jest nastrojowo i swiatecznie.Pozdrawiam

Sydney a Kalifornia
Listopad to u was jednak jesien, a u nas wiosna. W tym roku dosc chlodna i
deszczowa, z czego nalezy sie tylko cieszyc.

Hibiskusy tez u nas zaczely kwitnac. Po wczesnowiosennych rozowych i blekitnych
kwiatkach czas na zdecydowane kolory poznej wiosny i lata - pomarancze,
czerwienie i zolcie. Co kwitnie w Kalifornii zima? Roze, magnolie i kamelie,
tak jak tutaj?

Cos mnie natchnelo zeby obsiac grzadke warzywna i teraz mam juz male roslinki
ogorkow, cukinii i duzy krzaczek dynii, z pakami kwiatow. Wsadzilam tez
krzaczek melissy. Kupie dzis sadzonki kapusty, salaty, majeranku i bazylii, bo
zapowiadaja wilgotna pogode na caly tydzien, dobry czas na sadzenie.

Pozdrawiam z wiosennego Sydney
Luiza-w-Ogrodzie

><((((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
.·´¯`·.. ><((((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>

Hobbystyczne grzadki
byt2 napisał:

> Ty chyba jestes wlascicielka polowy Sydney zeby sie te trawniki , warzywa ,
> truskawki , krzaczki , kwiecie roznego rodzaju zmiescilo .

Bez przesady, nie mam przeciez plantacji truskawek ani farm warzywnych tylko
hobbystyczne grzadki. Krzaki sa poupychane wzdluz plotow i pod sciana domu, do
tego kilka trawnikow (ogrod jest na stoku i jest uformowany w ksztalcie 4
tarasow), na pierwszym tarasie truskawki, ziola i maly trawnik, na
przedostatnim tarasie i kolo kompostownika sa warzywa.

A jak tam Twoj ogrod, byt2?

Pozdrawiam
Luiza-w-Ogrodzie

><((((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
.·´¯`·.. ><((((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>

Ja bym powiedziala
Empresa de Serviços
Projectos e Manutenção
Jardins e Hortas (horta to ogrodek raczej warzywny, nie wiem czy o to ci chodzi)

Margarida moze byc, ale to jest jednoczesnie bardzo popularne imie zenskie,
nasza Malgorzata, przemysl ta opcje.

Urodzilam sie na Radnej 10, dokladnie tam - nie w szpitalu :) Kolejne adresy to
byla Aleja 3 Maja 5 a potem 7a. Gdzies w basemencie jest pudlo zdjec, ktore
moze kiedys uporzadkuje - tam sa moje zdjecia z koncowki lat 50tych ze spacerow
po parku pod Muzeum Wojska, z Ogrodow Sejmowych. Na pewno jest tez zdjecie na
lyzwach gdzies z poczatku lat 60tych z lodowiska przy Solcu, tam potem zrobiono
chyba osrodek z sauna, ogrodzono go kompletnie.
Czy ktos pamieta budki z piwem - jedna przy Barbarce, druga przy wiadukcie kolo
szpitala na Solcu? Ich pewnie nikt nie uwiecznil na zdjeciach?
A budki warzywne? Taka np. Dobrodziejowa na Alei 3 Maja albo niejaka "Grzeczna"
na przeciwko poczty przy Ludnej :)
A jako dzieci chodziliscie do przychodni na Alei 3 Maja - zapach tej przychodni
jest nie do zapomnienia - dzieci chore mialy osobne wejscie, dzieci zdrowe
mialy wchodzic od strony klatki schodowej.
A chodziliscie z rodzicami po kwiaty do Siostr na wiosne? Moja mama kupowala od
wozakow tylko ziemie na balkon, nigdy kwiaty - kwiaty musialy byc od Siostr :)
Kolejny zapach wryty w pamiec.
Ah, i jeszcze pralnia przy Alei 3 Maja 7 i magiel na Solcu na przeciwko apteki.
Zeby nie wspomniec o kwiatach i kwiaciarkach pod mostem :)
Probuje sobie przypomniec ile lat mialam gdy ostatni raz slyszalam orkiestre
podworkowa na naszym podworku... Potem znikneli i wozacy z ziemia, i domokrazni
ostrzyciele nozy i nozyczek... Pamietam zawijanie zlotowki w gazete i
wyrzucanie przez okno dla grajkow - to musiala byc polowa lat 60tych, moze
nawet jeszcze pozniej... Przeminelo.
Ojoj, ale sie rozpisalam - przepraszam.
Skir Dhu

Nareszcie w nowym domu!!!! Hurrrrra!!!!!
Wreszcie sie przeprowadzilismy do naszego nowego domu. Jestem taka
szczesliwa. Po tylu miesiacach uzerania sie z robotnikami i dekorowania, mam
to juz wreszcie za soba. A najwazniejsze ze mam swoj wlasny ogrodek i bede
wreszcie mogla realizowac swoja pasje i sadzic kwiatki i zrobic sobie maly
ogrodek warzywny i posadzic kilka drzew i krzewow owocowych. Dzieciaki maja
teraz duza przestrzen do biegania a i ja mam blizej do pracy. Jeszcze tylko
czeka nas parapetowa i juz zupelnie poczuje sie jak u siebie. Pozdrawiam
wszystkich i zarazam swoim szczesciem .

Pomidor, pomidor, pomidor i cały ogródek warzywny ciśnie mi się na usta na tego
pecha, na tego gościa z autobusu i wspólnika w firmie ..
Też wierzę że przytrafiają się nam gorsze i naprawdę złe okresy w życiu głównie
po to by docenić te lepsze chwile, choć z drugiej strony do cholery czemu tych
złych musi być tak wiele.. Trzymam kciuki za Was bo wierzę że przetrwacie
ciężkie chwile i wszystko się dobrze ułoży, bo musi!

tez mi sie cos takiego wymyslilo.
kolejne przedmiescie, jakas wies podmiejska moze.
uprawa roslin, hodowla zwierzat (konie!!!oby ;) )
mozna by w ten sposob polaczyc z wlasnym biznesem.
miec farme czy stajnie/owczarnie/chlewik jako wlasny biznes i sprzedawac ;)
czy tez sad/pole/ogródek warzywny.

w kazdym razie cesze sie, ze wychodzi nastoen dodatek, bo rozrywka rodzinna mnie
nie bawi
a nie wiecei kiedy wychodzi the Sims 3 ?
cos mi sie widzi, ze wtedy juz zupelnie wcielimy sie w postac wlasnych bohaterów :)

emma
olimey napisała:

> jestem samotną matką wychowuję 5 dzieci,12,10,8,1 chłopcy i dziewczynkę 3
> latka.potrzebne dosłownie wszystko.przyjmę każdą pomoc a najchętniej pracę
> chałupniczą.z góry dziękuję.okolice Dzierżoniowa
mam pomysł,pisała Pani,że ma ogródek i ma w nim różne jarzyny,jak tylko będzie
Pani coś miał(będzie już ten czas)ja chętnie to odkupię mam kiosk warzywny a
takie świerze warzywa sprzedają się jak świeże bułeczki,mam e-maila do Pani
skontaktuję się z Panią ,gorąco pozdrawiam Panią i dzieciaczki .powodzenia

lilka91 napisała:
> zerknełam do kc art.140 - mowa tam o POŻYTKACH i DOCHODACH

Zgadza się.
Jeśli mam ogródek i uprawiam w nim marchewkę, i sam ją zjadam - to mam z mojej
własności POŻYTEK, ale nie mam DOCHODU.
Jeśli ogródek jest współwłasnością - moją i sąsiada - a sąsiad, nie dość że
kupuje ode mnie marchewkę, ale jeszcze dokłada mi parę groszy za pielęgnację
ogródka, to nadal MAM POŻYTKI, ALE NIE MAM DOCHODU - bo nie było tu handlu:
nastąpiło rozliczenie wzajemnych świadczeń między współwłaścicielami ogródka,
albo, jeśli Pani woli, zwrot kosztów i nakładów poniesionych na ten ogródek.
Moje "koszty i nakłady" są chyba oczywiste, ale sąsiad też miał koszty, bo np.
lubi się opalać w ogródku, a trudno to robić wśród grządek warzywnych, więc
musiał wziąć samochód (benzyna!) i pojechać gdzieś za miasto.

mieszkanie.i.wspolnota napisał:

> Jeśli ogródek jest współwłasnością - moją i sąsiada - a sąsiad, nie dość że
> kupuje ode mnie marchewkę, ale jeszcze dokłada mi parę groszy za pielęgnację
> ogródka, to nadal MAM POŻYTKI, ALE NIE MAM DOCHODU

Pożytki mam rozumieć nie są opodatkowane ani sprzedaż marchewki? (przynajmniej
w praktycznym ujęciu)
OK. Może(?) i tak być, w końcu kto to kontroluje :-)
a gdyby nawet, to drobiazg w porównaniu z aferami na górze ...

> Moje "koszty i nakłady" są chyba oczywiste, ale sąsiad też miał koszty, bo
np.
> lubi się opalać w ogródku, a trudno to robić wśród grządek warzywnych, więc
> musiał wziąć samochód (benzyna!) i pojechać gdzieś za miasto.

Dobry pomysł, może i mój prywatny wyjazd uda się "wpuścić w koszty" :-)
Miłego wypoczynku życzę!

Mały ogródek w mieście
Pewnie że można mieć taki ogródek warzywny teoretycznie nawet mieszkając w domu
( nie bloku ) w centrum miasta.
My planujemy przenieść się na przedmieścia do własnego domu ale powiem szczerze
że nie przyszło mi do głowy żeby w ramach oszczednosci założyć tam sobie
ogródek. Nie znam sie na tym.
Wolę zapracować w inny sposób niż sadzić warzywa. Tez nie wydaje mi sie żeby
ktoś wynosił się na wieś po to aby mieć własne warzywa i owoce.

ale marzy mi sie dom....
nie za duzy, bialy,z czerwonym dachem, z ogrodkiem, wierzbami placzacymi,
forsycjami, rozami......chcialabym miec tez troche miejsca na ogrodek
warzywny no i truskawki przede wszystkim. chcialabym miec tez przed domem
drzewo , najlepiej dab z bardzo rozlozystym listowiem...
nie zapominac o tarasie!!!!!!
ale sie rozmarzylam........

Lipczatka w domu z ogrodem ...
a raczej w ogrodzie :-) Puszczacie same?

Moja sasiadka jest w szoku, ze ja wszedzie za cora chodze. Wszystko
robimy razem: od babek w piaskownicy po zbieranie plonow z
warzywnego poletka :-) Jak bawi sie sama, to tylko na tarasie -
musze miec Ja na oku i juz.
Jak jest u Was?

mój mąż do 16 roku życia mieszkał na wsi ze wszystkimi konsekwencjami( duże
gospodarstwo rolne), ja dziewczynka z dobrego miasteczkowego domu, nasze życie
jest udane, mieszkamy w mieście mąż w sobotę i niedzielę śpi do 12 a ja wstaję
z kurami chociaż nie muszę. Zawsze lubiłam wstawać rano tak samo jak mój tata,
który też wychował się w mieście. Ja choć zawsze mieszkałam w bloku mażę o
domku za miastem mój mąż twierdzi, że jest mu bez różnicy ale też woli
przestrzeń. Poczyniliśmy pierwsze kroki i kupiliśmy działkę za miastem stanie
tu nasz domek, nie będzie kur ale psy, koty jakiś ogródek warzywny. Myślę, że
będę szczęśliwa bo w tym roku poraz pierwszy w życiu uprawiałam warzywka.

Wielki Tydzien nadszedl
Melduje promieniscie i swietliscie, ze zaczal sie Wielki Tydzien. Truskawki
rozsadzone i nawiezione, grzadka na zimowe warzywa tez przygotowana,
przerzucony kompost i kurzy nawoz czekaja w pojemnikach. Po pracy skocze do
sklepu ogrodniczego i kupie sadzonki kapusty i nagietkow, zasadze je a potem
wysieje do rozsadnika salate i malwy. Niebo jest szare i niskie, bedzie padac,
do tego pelnia za cztery dni, czyli znakomita pora na zakladanie warzywnych
grzadek.

Pozdrawiam w nastroju swiateczno - ogrodniczym, jak to jesienia
Luiza-w-Ogrodzie

>< (((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸>< (((º>
.·´¯`·.. >< (((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸>< (((º>

Czubrica czyli czaber
Czubrica to jedna z odmian czabru, dokladnie wieloletni czaber zimowy (ang.
winter savoury lac. Satureia Montana, skladnik tradycyjnej mieszanki Herbes de
Provence). U nas popularny jest takze jednoroczny czaber letni o ostrzejszym
smaku (ang. summer savoury, lac. Satureia Hortensis), ktory wlasnie kwitnie na
rozowo na mojej grzadce warzywnej. Ta rodzina przypraw jest uzywana glownie do
wieprzowiny, kurczakow i ugotowanych ziemniakow.

Dla rozszerzenia wiedzy podaje linke do jednego z wielu slownikow przypraw na
Necie: puszkkka.spinacz.pl/ziola.php3

Pozdrawiam kulinarnie
Luiza-w-Ogrodzie

>< (((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸>< (((º>

pół szczura.... brrrrr
"Pół szczura w mrożonce warzywnej"
Katarzyna Świerczyńska 27-07-2005, ostatnia aktualizacja 27-07-2005 17:52

>Zbigniew Ciaś, prezes spółki Polski Ogród produkującej mrożonki Horteksu:
>"Oczywiście ten gryzoń nie powinien się znaleźć w mrożonce...."

wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,60935,2842612.html
smacznego

nie życzę

qrde, a gdzie druga połowa?

To byla 'zaleta' komunizmu ze nie mielismy gotowych posilkow, fast foodow, nawet restauracji, no
moze bary mleczne ;-). Ja tez wyroslam na swiezo gotowanych posilkach, wiekszosc warzyw pochodzila
z ogrodu wiec wszystko bylo ekologiczne, mielismy duzy sad wiec porzeczki, agrest (nie widzialam
agrestu odkad sie wyprowadzilam z Polski!), maliny, jablka, czeresnie, gruszki, sliwki byly na codzien.
Pamietam wyprawy z kuzynami na jezyny, kazdy z malym garnuszkiem szedl, zbieral i sie objadal.

Pamietam tez pseudo marcepany i wyroby czekoladopodobne ktorych nie trawilam.

Mnie tez przestrzegano przed cieplym ciastem czy chlebem, dziwne to......

Moim ulubionym sniadaniem byla kromka chleba z dzemem lub miodem, uwielbialam slodycze i
nienawidzilam ziemniakow.
No i lubialam typowo polskie rzeczy ktorych cudzoziemcy nie moga zrozumiec jak pierogi na slodko,
knedle, makaron z serem, teraz mnie jakos nie ciagnie...

Pamietam zapachy z kuchni mojej babci - drozdzowki z jablkami i cynamonem i pamietam jak
cynamon mnie rozczarowal bo smak nie dorownuje zapachowi.

Nie lubialam parowek i kielbas, z salatka warzywna to tak bylo ze najpierw jej nienawidzilam a potem i
do teraz uwielbiam. Tak samo z Prince Polo, moja ciocia i wujek pracowali w Olzie wiec zawsze
mielismy swieze Prince Polo, nie moglam tego strawic, pozniej sie zmienilo.

Lubilam tez chrupki, moglam sie nimi zajadac, i ryz prazony.

Co wy za głupoty tutaj wypisujecie!Tym ludziom nie chce się pracowac.Moi znajomi wyprowadzili się z miasta na wieś i jako jedyni mają ogródek warzywny,a jak robili skalniak i sadzili kwiaty to byli wytykani palcami i obśmiewani.Zamiast tego w każdej chałupie jest gromadka dzieci,na które bierze się zasiłek,telewizor do oglądania seriali,kurczaka i marchewkę kupuje się w sklepie(kurczak obskubany,nie trzeba się grzebac w ziemi z powodu marchewki).A przeciez wieś może się sama wyżywic i zarobic.Ale na targu chłopa nie zobaczysz,hodowców zwierząt też mało.Bo się nie opłaca? Skosic trawę dla królika,siac i sadzic?I nie trzeba sztucznych nawozów i pasz.Tylko trzeba chciec pracowac.

Może lubią, może lubią Doki!

Niepotrzebnie wartościujesz. Kto powiedział, że inicjatywa prywatna ma wyższość
nad pracą w administracji europejskiej? Czy właściciel kiosku
warzywnego, "informatyk" składający komputery i instalujący Windowsy, gość,
który cały dzień wycina literki na ploterze itp.. Czy oni wszyscy muszą
automatycznie robić coś ciekawszego niż na przykład ja, kiedy obserwuję, jak
powstaje dyrektywa, która stworzy 500.000 miejsc pracy dla Polaków? A może mam
największą satysfakcję, że mój dzień wolności podatkowej przypada gdzieś w
okolicach Walentynek? CAP nie jest może najlepszym rozwiązaniem, podobnie jak
NFZ czy USA. Ale na czym polega życie Doki? Czy na tym, aby tyrać na Urząd
Skarbowy? Może to mądrość, a nie lenistwo. Może to wyższa forma humanizmu - po
pracy eurourzędnicy mając czas i pieniądze mogą rozwijać swe talenta, sztuka,
literatura, kulinaria - może mały ogródek.

Jedni lubią ogórki kiszone, inni konserwowe.

Po prostu do mleka modyfikowanego sypię trochę jednego i drugiego kleiku,
mieszam, dodaje owoce ze słoiczka i już. Nawiasem mówiąc, uważam, ze to
skandal, zeby z nie dosładzanych produktów były tylko te.Nawet misiowy ogródek
(warzywny!!!)przyprawili glukozą. Niestety kleiki nie są wzbogacone w żelazo, a
kaszki tak. Ja mam trochę świra na punkcie dawania niemowlakowi słodzonego
jedzenia.

Piszesz, że podawałaś na gęsto, nie wiem z czym, ale zaproponuję,
choć może niektóre poniższych już próbowałaś:

- z kaszką ryżową np. Nestle, którą przyrządza się na osobno
przygotowanym mleku (w wersji na słodko lub kaszka warzywna Misiowy
Ogródek - np. z dynią czy z brokułami)
- jako dodatek zagęszczający do zupy
- do deseru owocowego też mozna dosypać trochę mleka w proszku
- z kaszą kukrydzianą, manną, jaglaną, płatkami owsianymi + np. owoce

Wg mnie Amerykanie to są dziwni ludzie:)
Amerykanie nie mieszkają w blokach, tylko zazwyczaj w domach z
ogrodami.Nie ma u nich wielu zwyczajów, które są u nas w Polsce i
może i lepiej;)
Nie jeżdżą na grzyby, nie uprawiają ogródków, o ogrody zazwyczaj
dbają ogrodnicy...itd
A ja nie napisałam, że mam ogródek działkowy.To jest działka
budowlana,przy lesie, w niewielkiej odległości od jeziora.Nie będę
tam miała kącika warzywnego ;). Może kiedyś w przyszłości jak już
będziemy z mężem na emeryturze zamieszkamy tam na stałe? Kto to wie?
Teraz ma to być miejsce, do którego będziemy mogli jechać w wolnym
czasie, głownie żeby odstresować się od miasta...a nie mamy tam
daleko bo niecałą godzinkę jazdy samochodem i to głównie po "
autostradzie" - jeśli jakąś drogę można tak u nas w Polsce nazwac:)))

już wczesniej dziewczyny pisały, że niektóre psy kupę wynoszą poza dom i ogród -
tak da się wychować albo to co pisała shamsa - nagradzać za dekupaż w wybranym
miejscu
moi rodzice posiadali swego czasu 3 kundle wielkosci mniej wiecej owczarkow
niemieckich i jednoczesnie posiadali piekny ogród z kwiatami, krzewami i
grzadkami warzywnymi - wszystko kwestia wychowania psów
najbardziej martwi to, że pies Ci smierdzi - tego nijak obejsc sie nie da

Przerażenie mnie ogarnęło .
Nie wyobrażam sobie własnej produkcji żywności od podstaw tzn . ogrodu
warzywnego z całą hodowlą drobiu i krów i świń i może jeszcze zarybiony staw
hodowlany .
Nie potrafię prowadzić jakieś gospodarki rolnej , zioła i kwiaty ot co
potrafię .
Nasze , polskie firmy drastycznie przestrzegają wymogi /przepisy unijne
dotyczące warunków sanitarnych , mało tego ,pod tym względem jesteśmy
wzorcowi .
Natomiast , jeśli chodzi o produkcję i jej efekt końcowy np.wędlin to
nieobowiązują żadne normy , czyli wolna amerykanka ,
albo kupimy te pseudo wyroby , albo nie i wowczas nieuczciwi producenci
popadną w nie łaskę i znikną z rynku

Ekogroszek to rodzaj węgla. :) Popiół jest drobny, trochę jak po drewnie.
Wiem,ze popiół wysypuje się na podjazdy, drogi itp. ale nie myślałem,zeby dawać
aż takie ilości. Chciałbym rozluźnić glebę w ogrodzie warzywnym i tak sobie
pomyślałem,ze może ten popiół nadałby się...
Pozdrawiam

Dobierz rośliny o najwyższych walorach estetycznych.
(min: tymianek, szałwia, rozmaryn, bazylia, majeranek, zielona pietruszka,
wieloletni szczypiorek, koperek)

W ogrodzie polecam wyznaczyć/wytyczyc sekcje ziołową/warzywna. Do tego pnące
odmiany jabłoni, grusz i śliw. Winnogrono na pewno doda klimatu ogrodowi.
Cukinia i czerwona cebula tez jest miłym akcentem.
pozdrawiam
Przemo Jakubowski

Sposób na liście dębu
Liscie debowe sa sztywne i grube i to jest glowny powod ze wolno sie
rozkladaja. Jest na to metoda: usypac je na stos najlepiej na betonie albo
ubitej ziemi i jezdzic po nich kosiarka w roznych kierunkach tak dlugo, az z
lisci zostana strzepy. Po takim traktowaniu rozkladaja sie bardzo szybko! U nas
to samo robi sie z liscmi eukaliptusa, ktore sa jeszcze sztywniejsze i grubsze
a do tego pelne olejkow eterycznych.

Oczywiscie, ze mozna z lisci debowych zrobic kompost. Podawalam na innym watku
przepis na kompost lisciowy (najlepiej wychodzi z cienkich lisci klonu): ubijac
liscie warstwami na przemian z naturalnym nawozem zwierzecym (nawoz kurzy,
mierzwa) skrapiajac kazda warstwe lisci woda. Mozna to robic albo w
kompostowniku, albo ukladac wszystko w czarnych workach foliowych, po
zawiazaniu worka przebic go kilka razy widlami i wrzucic na sloneczne miejsce
(zeby nie zajmowaly miejsca mozna je polozyc na dach szopy albo garazu).
Powstaje z tego fantastyczny kompost, znakomity jako nawoz warzywny albo
sciolka pod drzewa i krzewy.

Pozdrawiam
Luiza-w-Ogrodzie
·´¯`·.¸¸><((((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
Australia-uzyteczne linki

U mnie juz wlasciwie 30-go, ale co tam, streszcze niedziele, koniec dlugiego
weekendu. Dzien wstal sloneczny i cieply, od kilku dni utrzymuje sie ta sama
pogoda - sucho i do 30 stopni. Rano wzielam sie za zalegle prace ogrodowe -
poprzesadzalam owadozerne rosliny do wiekszego pojemnika, rozsadzilam odnozki
truskawek, na grzadce warzywnej wsadzilam sadzonki aksamitek jako oslone salat
przed nicieniami. Po lunchu pojechalismy na plaze, ale z powodu polnocnych
wiatrow w wodzie bylo duzo parzacych meduz (zeglarz portugalski, "blue bottle")
wiec zrezygnowalismy z bujania sie na falach i zamiast tego plywalismy w
oceanicznym basenie, do ktorego wlewaja sie fale w czasie przyplywu. Wzielismy
prysznic na dworze, patrzac na rozbijajace sie fale a potem powrot do domu na
tenisowe finaly Australian Open.

Teraz siedze w pracy i patrze na las za oknem, stojacy w goracym sloncu.
Pozdrawiam
Luiza-w-Ogrodzie

><((((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>

artur666 napisał:

> Ja nauczylem sie gotowac polskie potrawy, bo nikt nie umie gotowac bigosow,
> barszczy, krupnikow, salatki warzywnej, golabkow itd. Pierogow ruskich
jeszcze
> nie probowalem.

Kuchnia polska nie pasuje do tutejszego klimatu, przynajmniej dla mnie jest za
ciezka, dlatego chetnie jem i ucze sie gotowac potrawy azjatyckie i arabskie. A
pierogi, bigosy i inne tradycyjne polskie dania zostawiam sobie na miesiace
zimowe: czerwiec do sierpnia.

Pozdrawiam
Luiza-w-Ogrodzie

><((((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>

Jasne, nie mozna sie tak opychac kartoflami jak w Poznaniu, to jasne, ale
kuchnia polska to nie tylko kluchy i kartofle. A z tajska kura to dowiodlas ze
nie masz ani smaku ani wechu, no ale jak kupujesz lekko podswmierdla kure
(innej tam nie ma) to jasne ze musisz zabic smrod przyprawami.

luiza-w-ogrodzie napisała:

> artur666 napisał:
>
> > Ja nauczylem sie gotowac polskie potrawy, bo nikt nie umie gotowac bigoso
> w,
> > barszczy, krupnikow, salatki warzywnej, golabkow itd. Pierogow ruskich
> jeszcze
> > nie probowalem.
>
> Kuchnia polska nie pasuje do tutejszego klimatu, przynajmniej dla mnie jest
za
> ciezka, dlatego chetnie jem i ucze sie gotowac potrawy azjatyckie i arabskie.
A
>
> pierogi, bigosy i inne tradycyjne polskie dania zostawiam sobie na miesiace
> zimowe: czerwiec do sierpnia.
>
> Pozdrawiam
> Luiza-w-Ogrodzie
>
> ><((((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><((((
> º>

Uważam za skandaliczne to, że taka połać super zyznej gleby (przez setki lat na tych terenach były gospodarstwa i ogrody warzywne) będzie zalana betonem. Kategorycznie należy się domagać przeznaczenia przynajmniej części tego terenu na park. Należałoby zorganizować jakiś protest społeczny, żeby władzom otworzyć oczy na potrzeby mieszkańców.

Za "moich" czasów na wybiegu nie było zjeżdżalni, tylko, w końcu, pod budynkiem
kotłowni leżał koks, dookoła wybiegu stały drewniane ławki, na których robiło
się klasowe zdjęcia, a za nimi rosły jarzębiny. W zimie wylewano na wybiegu
lodowisko, a w wiosną, na lekcjach biologii, albo po lekcjach uprawialiśmy
ogródek warzywny, który znajdował się za wybiegiem, równolegle do budynku
kotłowni.
Wiosną też "czyściliśmy" szpadlami wszystkie szpary w chodnikach na wybiegu i
dookoła szkoły oraz bieżnię tartanową na boisku z wyrastających tam chwastów.
To były czasy....

Zaległe życzenia!
Przede wszystkim życzenia dla najmłodszych roczniaków:

Szymku! Rośnij duży, silny, zdrowy, mądry i szczęśliwy! I żeby Ci zawsze wszystko sprzyjało: ludzie, zwierzęta, los i w ogóle cały świat!

Henrysiu! Dużo zdrówka i radości! Żebyś doczekał się fajnego rodzeństwa, żebyście zawsze potrafili znaleźć wspólny język i się dogadać, żebyś nigdy nie odczuwał, że musisz się czymś dzielić, ale zawsze cieszył się, że masz tyle osób w rodzinie do kochania. (Trochę Ci zazdroszczę, bo sama jestem jedynaczką I żebyś szczęśliwy szedł przez życie!

Ucałowania od starszej koleżanki Ewuni z mamą

Eklon, współczuję - dziś w pracy! To chyba bardzo rzadki przypadek, ale widać jesteś niezastąpiona! Wczoraj wybieraliśmy się ma mszę specjalnie dla małych dzieci (w oddzielnej kaplicy) - odwołana, długi weekend! Faktycznie, na ogólnej mszy dla dzieci też było mało ludzi.

Ewunia nigdy jeszcze nie jadła żadnych kaszek (i tak jest duża), na kolację dostaje warzywka - zupki albo przeciery warzywne, zwykle bez mięsa, bo mięso jada na obiadek. Może popróbujcie ugotować maluchom jakieś warzywka jak nie chcą kaszki - kalafiorek, brokuły, marchewkę z groszkiem lub ziemniaczkiem czy coś podobnego...

U nas dziś piękna pogoda i też wybieramy się do Ogrodu Botanicznego i może do Łazienek. Widziałam już kwitnące bzy, a w Ogrodzie jest ich mnóstwo.

Pozdrawiamy i życzymy słoneczka i dobrych humorów.
Monika i Ewa

PS. Ciekawe co tam u Kamilków? Pozdrawiamy z okazji początku 14 miesiąca!

Czesc, Doro!! A kiedy dojedziesz do mnie, u mnie pod domem od 13.00 do 16.00
mozna posiedziec w pelnym sloncu. Co do bukietow, to rzeczywiscie taka moda
nastala, no moze nie TAM, jak sie wyrazilas, a we Francji sie zrodzila
rownoczenie z moda na warzywne ogrody w miejsce kwiatowych , warzywne dekoracje
itp. Tzw. jazzy, Doro, sa polaczenia rozy z czosnkiem, kopru z ogorkami w
ogrodzie, na stole, w bukiecie/wtedy czosnek kwitnacy/. Ja takiego bukietu
poszukuje i chce zamowic nie tyle z powodu mody, ale z powodu checi podarowania
czegos innego niz kwiaty, bo kwiaty bylyby jakby niestosowne, a bukiet
warzywny - to bedzie strzal w dziesiatke. Od lat dekoruje kuchnie warzywami i
owocami, pamietasz moze moj parapet pod niby-oknem w kuchni, tam zawsze cos w
tym guscie jest, a w piatek zobaczylam bukiet warzywny w Wideotece doroslego
czlowieka i mi sie zamarzyl. Juz zamowilam: kapusta dekoracyjna - to jego
podstawa w koszyczku wiklinowym, przasnym, do tego glowki makow, jakas
lebiodka... jak odbiore za pare dni, to moze uda mi sie sfotografowac i Wam
pokaze. Pa!!

"Ja też segreguję śmieci, pomimo wszystko pomimo tego, że trafiają do jednego kubła"

Widzisz, tak wyglądają ekolodzy. Robią coś co nie ma sensu i krzyczą, że ci,
którzy tego nie robią są źli. Niestety większość ekologicznych teorii to bzdury
wyssane z palca. Lepiej zajmij się czymś co przyniesie realny efekt - na
przykład sadź drzewa albo przynajmniej uprawiaj ogródek warzywny.

Najgorsze są spędy ekologów, gdy jadą w las bronić drzew - niby śmieci po sobie
pozbierają, ale ilość chemii, która trafia do ziemi w lesie po ich wizytach jest
zatrważająca!

już nie wstydzę się być Polakiem
swoją rozwagą i kulturą, Donakd Tusk pokazał dzisiaj klasę,
pokazał braciom Kaczyńskim i innym oszołomom PiS, iż Polacy nie
zapomnieli na czym polega kultura,
pokazał, iż skrajne chamstwo nie ma racji bytu w kulturalnym
narodzie i musi być wyplenione jak chwasty w ogrodzie warzywnym,

Brawo Donald, och pardon, brawo Premierze, ściskam kciuki za
powodzenie pana misji

"nie znoszę stawian "pan" przed funkcjami, ludzie mają nazwiska"

gucio60 napisał:

> swoją rozwagą i kulturą, Donakd Tusk pokazał dzisiaj klasę,
> pokazał braciom Kaczyńskim i innym oszołomom PiS, iż Polacy nie
> zapomnieli na czym polega kultura,
> pokazał, iż skrajne chamstwo nie ma racji bytu w kulturalnym
> narodzie i musi być wyplenione jak chwasty w ogrodzie warzywnym,
>
> Brawo Donald, och pardon, brawo Premierze, ściskam kciuki za
> powodzenie pana misji
>
> "nie znoszę stawian "pan" przed funkcjami, ludzie mają nazwiska"
> Tusk nie ma klasy więc pokazał nieswoją
>
>

juz pisalam o moich letnich zapach,dosyc niedawno,
mozna by je na razy podzielic.lato:wczesne/srodkowe/pozne,
i tak jak w fragmecie przez Greis zapodane,ze o kazdej porze dnia
pachnie inaczej,
tak bylo kiedys,obecnie to zapach niezdecydowany o tych porach
dnia,chyba,ze zrosi deszczem,wtedy mozna poczuc "dusze ziemi",jak
kropelki deszczu wysychaja,a bedac w lesie na polanie przy
poziomkach po prostu "odlot zapchu",te poziomki ktore mam w ogrodzie
pachna zupelnie inaczej.
porzeczki czarne tez mnie"nakrecaja"zapachowo,sam smak owoca juz nie
tak,chyba,ze przerobiony na sok/marmelade
truskawki pachnace sloncem,to jest cos...w tym roku bardzo skromnie
sie niem upajam,
poranki w sierpniu pachna u mnie "dusza ziemi i koperkiem",wiem juz
wtedy,ze jesien sie zbliza.
te zapachy najintensywniej odczuwa sie w wioseczkach,miasowy letni
zapach jest zupelnie inny,no chyba,ze sie jest w poblizu straganow
warzywnych.

kendo napisała:

> juz pisalam o moich letnich zapach,dosyc niedawno,
> mozna by je na razy podzielic.lato:wczesne/srodkowe/pozne,
> i tak jak w fragmecie przez Greis zapodane,ze o kazdej porze dnia
> pachnie inaczej,
> tak bylo kiedys,obecnie to zapach niezdecydowany o tych porach
> dnia,chyba,ze zrosi deszczem,wtedy mozna poczuc "dusze ziemi",jak
> kropelki deszczu wysychaja,a bedac w lesie na polanie przy
> poziomkach po prostu "odlot zapchu",te poziomki ktore mam w
ogrodzie
> pachna zupelnie inaczej.
> porzeczki czarne tez mnie"nakrecaja"zapachowo,sam smak owoca juz
nie
> tak,chyba,ze przerobiony na sok/marmelade
> truskawki pachnace sloncem,to jest cos...w tym roku bardzo
skromnie
> sie niem upajam,
> poranki w sierpniu pachna u mnie "dusza ziemi i koperkiem",wiem
juz
> wtedy,ze jesien sie zbliza.
> te zapachy najintensywniej odczuwa sie w wioseczkach,miastowy
letni
> zapach jest zupelnie inny,no chyba,ze sie jest w poblizu straganow
> warzywnych.

poprawilam literowke (pogrubilam prawidlowo)
piszac szybko nie dociskam do klawiszy i nieraz wychodzi mi
niewiadomo co-przepraszam juz na zas

> Takie warzywo, nazywane też chyba czarną rzepą

RZEPA
Jest jednoroczną rośliną warzywną z rodziny krzyżowych. Jej ojczyzną jest
prawdopodobnie Azja lub rejon Morza Śródziemnego. Warzywo to znano i ceniono w
starożytności - zarówno w Grecji, jak i Rzymie. Obecnie rzepa jest szczególnie
doceniana w Europie Zachodniej. Popularna jest również w Stanach Zjednoczonych.
W Polsce uprawia się ją od dawna - od okresu przedpiastowskiego. Dopiero w
wieku XIX wyparł ją ziemniak.
Częścią jadalną warzywa jest kulisty, podługowaty lub spłaszczony, mięsisty,
soczysty, łagodny i słodki korzeń spichrzowy barwy białej, żółtawej lub
ciemnożółtej, zależnie od odmiany.
Rzepa zawiera m.in.: sód, potas, magnez, wapń, żelazo, miedź, fosfor, chlor,
karoten, witaminy: B1, B2, B6, C; kwasy: nikotynowy, pantotenowy, foliowy. To
wartościowe warzywo ma też zastosowanie w lecznictwie ludowym, np. w leczeniu
robaczycy.

RZODKIEW (BIAŁA I CZARNA)
Jest rośliną jednoroczną lub dwuletnią z rodziny krzyżowych. Pochodzi
prawdopodobnie z Chin. Szeroko rozpowszechniona w rejonie Morza Śródziemnego.
Znano ją w Egipcie 4 tysiące lat temu - posilali się nią robotnicy pracujący
przy wznoszeniu piramid. Była też spożywana w starożytnym Rzymie i Grecji. O
rzodkwi pisali: Herodot, Pliniusz, Teofrast i Dioskurdes. W średniowieczu
uprawiana była w całej Europie, gdyż znalazła uznanie wśród pospólstwa. Część
jadalną stanowi zgrubiały korzeń: kulisty, owalny lub stożkowaty o białej,
czarnej lub fioletowej skórce - zależnie od odmiany. Warzywo ma biały miąższ o
smaku zbliżonym do popularnych - małych i czerwonych - rzodkiewek.
Rzodkiew zawiera m.in. wapń, fosfor, żelazo, witaminę B1, B2, PP i C, glikozydy
gorczycowe, rafaninę i rafanozynę A. Ma działanie zasadotwórcze i moczopędne
oraz reguluje przemianę materii.

RZODKIEWKA (CZERWONA)
Jednoroczna roślina spokrewniona z rzodkiewką zwyczajną z rodziny krzyżowych
pochodzącej z Azji Wschodniej, skąd rozprzestrzeniła się do innych części
świata. Hodowana jest głównie w szklarniach, inspektach i ogrodach. Częścią
jadalną rośliny jest zgrubiały korzeń oraz młode listki. Zabarwienie rzodkiewki
może być czerwone do szkarłatnego lub białe, różowe, albo dwubarwne - białe u
dołu, czerwone lub szkarłatne u góry. Miąższ jest biały, a u odmian o skórce
ciemnoczerwonej część miąższu jest zabarwiona na czerwono.
Rzodkiewki są bogate w: sód, potas, magnez, wapń, mangan, żelazo, miedź, cynk,
fosfor, fluor, chlor, jod, karoten, witaminę B1, B2, kwas nikotynowy i
pantotenowy, witaminę B6, C, kwas cytrynowy.

al!!! napisał:

> Mój ty błękitnokrwisty befsztyku,

Jak się masz, Ty moje zakurzone truchło z zapomnianej piwnicy?
Ktoś Cię przypadkiem odkopał na cmentarzu dla ubogich, szukając robaczków na
ryby?

> To co piszesz tutaj i w innych wątkach jest, a jakże, pełne
prawicowej "troski"
> o nasze jutro i ze wszechmiar racjonalne z twojego punktu widzenia.

A z czyjego ma być racjonalne, z Twojego?

> Godne
> trzecio - , czy też czwartoobiegowego pisarczyka minionego czasu.

Jestem nieodkrytym diamentem światowej literatury. Zamiast narzekać, powinieneś
w pocie swego niezbyt wysokiego czoła kopiować pilnie moją twórczość - w
przyszłości ją wydasz w "Dziełach zebranych" i staniesz się - dzięki mnie -
bogatym człowiekiem.

> Jedno co
> szczególnie zwraca uwagę w tej kupie śmiecia to pełna pogarda, nie tylko dla
> ludzi o odmiennych poglądach. Pisanie o kimś sparaliżowanym per "to
zaślinione warzywo", w ktorymś z wątków stawia cię poza skalą pewnych wartości.

Gdybyś miał poczucie humoru albo po prostu oglądał od czasu do czasu jakieś
filmy, to byś bez trudu spostrzegł, że to cytat z "Nagiej broni".
A sama insynuacja nie jest zbyt zręczna, ponieważ "zaślinione warzywo" nie
odnosiło się do żadnej konkretnej osoby.
Z zadowoleniem odnotowuję, że wulgarna wredność Twoich pomówień pozostała na
niezmiennie niskim poziomie.

> Pomimo
> calkowicie odmiennych dróg, którymi idziemy nie zycze ci nawet abyś miał (lub
> był w nim)jakiś warzywny ogródek do uprawiania.

Eeee... Panie docencie, mógłby Pan więcej nie wypijać tych kolorowych mikstur z
probówek przed rozpoczęciem pisania, ponieważ potem nie bardzo wiadomo, którego
słownika użyć, aby te skrzydlate frazy tłumaczyć: "Wielki Słownik Debilno-
Polski" czy podręczne "Rozmówki dialektyczno-ludzkie".

>Bez pozdrowień.

I, mam nadzieję, bez pedalskiego popierania?

millefiori napisała:

> Dzien dobry, panie Brezly!
> W zeszlym tygodniu radosnie przy slonecznej pogodzie, z piesnia na ustach prala
> m
> kolejne dywaniki i mieszalam w kotlach farbujac welny, az mnie natchnelo.
> Zaczelo sie niewinnie, od typowego oglupienia wystepujacego po mniej wiecej
> trzech godzinach:
> "Baranek
> W kaukaski dywanek
> Wrobiony
> A owieczka
> Juz tu nie mieszka."
> A potem ulozyl mi sie słownik rymowany dywanow, noz glupia jestem, ze dyktafonu
> nie wzielam, bo wszystko ucieklo...

Bardzo ladny to jest obrazek, z jednej strony cos wiedzmowatego a z drugiej
strony Filifionka co prala dywanik w morzu. I jeszcze do tego rymowanie :-)

A wie pani ze slumsy widzialem w G.?
Przeklej tu zza sciany a potem dopisze reszte.

Zza sciany:

Jakem szedl sobie brzegiem miejscowej rzeki i napotkal osiedle slumsow.
Wykonanych z roznych materialow. Z pewnym rysem geniuszu budowlanego.
A to na bazie starej przyczepy campingowej, a to na bazie materacow lozkowych
spietych elemtami nosnymi namiotu, a to z blach falistych.
Przed jednym z domkow rodzina romsko wylgladajaca palaszowala obiad. Przy
drugim grupa wygladajaca na emerytownaych hipppiesow polnocnoeuropejskich pila
piwo. Prz domku obok nie bylo nikogo, ale byl ogrodek warzywny i klatka na
kroliki. Przy kazdym locum stal samochod. Przy ostatnim z rejestracja lodzka.
Jakies ELO czy cos takiego. Za nimi pas zieleni, za nia droga wylotowa z
miasta. A za droga huk i halas, radosno-paniczne krzki i glosna muzyka. Tam
stalo wesole miasteczko. Drugie jakby.
Wszystko 30 miniut spacerkiem od reaktora jadrowego, centrum high-techu,
cyklotronow i takich innych. Francja 2009.

A potem szedlem drugi raz, jak szedlem po baterie to patrze jeszcze raz. I tam
przy tym romskim kompleksie to sie ciuchy susza na sznurku, towarzystwo
czysciutkie jak swiezo z praki, dresy na panach bielutkie.
Potem dochodze tam do kacika lodzkeigo. Tam dwoch panow i jedna pani wolaja na
trzeciego pana co idzie radosnie, targajac siatke piw w puszcze: czemus
butelkowego nie kupil, Rysiu?!

I nic ni nic z atmosfery "nabrzmialych i nabolalych problemow spolecznych". I u
Romow, i u lodzian i u Galow rodzimych - atmosfera szczescia, pikniku,
caravaningu, bliskoci przyrody i ogolne wakajce.

Az to sie w powietrzu unosi, pani wie? :

www.youtube.com/watch?v=dmzrlCsSOzM

>

SUNRISE - Rodos - Pefkos/Lindos
cytat:
Autor: Gangi 09-08-2006 11:39

Sunrise to hotel położony mniej więcej pośrodku wyspy, tuż obok Pefkos (jakieś
1,5 km) i Lindos (ok. 5 km.), nad samym morzem, przy własnej plaży (miejsce
wymarzone dla tych, którzy szukają spokoju, ciszy i kameralnych warunków).
Przystanek autobusowy tuż przy hotelu, dokładny rozkład jazdy w recepcji -
wszedzie dojedziesz, jeśli nie autobusem, to taksówką, wystarczy wyjść na
ulicę i machnąć ręką (do Lindos dobra cena to 7 euro). Wspaniałe miejsce
wypadowe do zwiedzania całej wyspy. Warunki komfortowe: wysoka estetyka
ogólnodostępnych pomieszczeń, obsługa angielskojęzyczna (i bardzo miła!), bar
"Alibaba" (powitalne drinki dla wszystkich za pół ceny) na piętrze, tawerna
"Limanaki" i pool bar przy basenie, pokoje czyste, codziennie sprzątane
(codzienna wymiana ręczników i pościeli), z tarasami albo balkonami, skrzynka
na listy, sklepik "ze wszystkim" tuż obok, basen i brodzik dla dzieci w bardzo
ładnym ogrodzie od strony morza. W ramach pobytu wieczór grecki w jednym
tygodniu, a w drugim "Brodway night".
Jedzenie jest doskonałe pod każdym względem: dużo i różnorodne (np. na
śniadanie:jajka na miękko, jajka na twardo, jajecznica z dodatkami typu
szynka, papryka, pomidory, jajka sadzone, smażony bekon, sery żółte, sery
białe, dżemy o wszelkich smakach, płatki, nutella, sałatki, mleko, kakao,
herbata, kawa, zimne picie w trzech smakach, ciasta w rodzaju babki, murzynka
i pączków, owoce; na obiadokolacje: różne rodzaje mięs - np. gulasz z grzybami
i jarzynami, pieczeń, kurczaki, dwa rodzaje ziemniaków, frytki, dodatki
warzywne, tzatzyki, makarony, sosy, zapiekanki z mięsem, ryżem bądź jarzynami,
ciasta, świeże owoce).
W hotelu bardzo czysto, obsługa miła i sprawna, z Rosji JEDNA rodzina,
Anglików trochę więcej, żadnych młokosów ( nie widziałam nikogo pijanego!),
plaża tuż przy hotelu, piaszczysta, ale w rodyjskim tego słowa znaczeniu (tzn.
piasek nie jest złoty i sporo w nim drobnych kamyczków), wejście do morza
początkowo kamieniste, potem piasek. Dość daleko płytko, woda bardzo czysta.
Dwa leżaki i parasol - 7 euro.
Jeśli chcesz wiedzieć coś jeszcze - pytaj.

...to tak jak ktos nazwal swoj ogrodek warzywny Parkiem Krajobrazowym albo
jeszcze lepiej Puszcza... Jezeli takie maja byc ekspresowki w zalozeniach
GDDIA, to dziekuje. Latwiej przeciez wyplacac pieniadze ofiarom wypadkow.

Z Kętrzyna jedziesz na Ryn. Po drodze jest ciekawy Pałac w Nakomianach z pięknie
skomponowanym ogrodem warzywnym i manufakturą, gdzie można zobaczyć jak
produkuję sie miniaturki pieców pałacowych. Dalej na Ryn. Wspaniale
wyremontowany zamek krzyżacki z basenem w gotyckich piwnicach, Z Rynu na
Giżycko, obejrzeć Twierdze Boyen, most obrotowy i następnie jechać w stronę
Węgorzewa. W Przyzedrzu skrecasz na Stynort. Bardzo malownicz droga. W samym
Stynorcie ruiny pałacu Lehnsdorffów, przystań żeglarska. Jadąc dalej mijasz
Wilczy Szaniec, lub skręcasz na Mamerki (można zobaczyć jedno i drugie), gdzie
stoją kompletne bunkry z okresu II wojny światowej (zwiedznie z latarkami).
Powrót do Kętrzyna.

Krótki wypad w kierunku Kaliningradu w Drogoszczach dobrze zachowany pałac
rodziny Doenhoffów. Można obejrzeć z zewnątrz.

W drugim dniu jedziesz do Świętej Lipkki obejrzeć kościól i posłuchać
prezentacji organów. Potem przez Mrągowo na Piecki i dalej do Krutynii. Godzinka
na kajaki lub spacer do pobliskiego rezerwatu. Potem do Gałkowa (bliziutko),
pięknie odrestaurowany Dwór Łowczego przeniesiony ze Stynortu (pyszne żarcie) i
stadnina koni Ferenstajnów, w pobliżu Park Dzikich Zwierząt w Kadzidłowie. Warto
będąc w tych okolicach zajrzeć do Wojnowa. Wieś została zbudowana przez
Starowierców, znajdziesz tam d. Klasztor w centrum wsi kościół (Moena) i ładny
kościół prawosławny. Z wojnowa jak lubisz tłok i wrzask jedż do Rucianego lub od
razu kieruj się do Mekki Mazur czyli Mikołajek. W Mikołajkach jest ładny Kościół
Ewangelicki i tłum ludzi.
Z Mikołajek do Kętrzyna.

pozdrawiam i życzę udanej wycieczki :-))

A ja walczę nad wielką wodą w łazience, chociaż zahaczyłem dzisiaj o las i
ogrody (giełda warzywna)
:)
Pozdrów wspólniczkę i życz jej zdrówka
:)

szukam działki
Szukam działki owocowo - warzywnej w okolicach Janiska lub osiedla ogrody do
max 15000. Kontakt 513 046 524 gg 6388224.

Ale ten ogródek, to on jest piwny czy warzywny?

ogródek warzywny
kochani poradźcie jak się "przerywa" rzodkiewkę i sałatę?i kiedy?

To Ty masz bardziej działkę gospodarczą niż wypoczynkową, sadzisz i zbierasz
owoce. Z jednej strony jest to przyjemność z drugiej strony klopot. Bo i praca
jest ciągła. Wezmy sliwki, to jedyne drzewo, pod którym nie można sobie siąść
jak pod gruszą, a to z tego powodu, że tonami na Ciebie będa lecieć mszyce.
Obejdą Cię całą. Pod jabłonią i grusza jest niebezpiecznie, ze względu na
spadające owoce, zostaje Ci orzech. Morele i brzozskwinie są też fajne,
czereśnie zaś rozdziobią kruki i wrony. Tak jak Ty masz swoje sliwki , ja
miałam kiedyś czereśnie - zwały się sercówki, oooooo jakie były pyszne,
szczególnie na drzewie, specjalnie szczepione na innej gałęzi. Może o krzewach
owocowych innym razem.
Jedno trzeba przyznać, smak warzyw i jarzyn oraz owocu marchwi jest inny
bezpośrednio z działki niż ze sklepu, tu trzeba im oddać hołd. Muraszka ,
Ciebie cieszy ta praca , wiem dlaczego - lubisz smakołyki działki, cieszysz się
z kalafiorka który rośnie, kalarepki która w oczach pęcznieje,
kapustka ,sałata, które sie rozwijają, fasolka , która z każdym dniem robi sie
dłuższa. Tak, to jest również bardzo miła obserwacja roślin. A wiesz ja
uwielbiam fasolkę szparagową, ta żółtą z bułeczką tartą, w sezonie mogłabym
jeść je cały dzień. Tak, więc masz same rarytasy na działce, czy dynie też
chodujesz ? - mialam kiedyś dynie ozdobne, były piekną dekoracją. Ponieważ mam
mały ogródek nastawiłam się na ogród relaks, to znaszy podzieliłam go na dwie
dwa ogrody kwiatowy i iglasty. Każdy ma swój klimat, wszystko ma swoje miejsce,
ale jedną rzecz mam warzywną ( tylko się nie smiej ) jest to roślinka lubczyk,
roslinka,którą przenosze z miejc moich danych przebywań. Lubczyk jak wiesz jest
roślinką specyficzną nie ozdobną ale muszę ją mieć, jak i aloes. Moze jak masz
tyle osób grandowych przestaw się na działkę rekreacyjną. Wtenczas i Ty
będziesz spijać uśmiech i łzy kwiatowe. Sezon konwaliowy już się kończy, czekam
na rozkwietnięcie się jaśminów i waigeli - już tuż tuż będą kwitły. Szkoda , że
nie mamy na forum strony albumu bysmy wsadzali zdjęcia swoich podopiecznych
roślinek :)

pozdrawiam
tańcząca z kwiatkami :)


Zastanawialiśmy się nad tym niedawno. Działka należy do gminy, a plotka
głosi,że będzie tam przeniesiony bazarek owocowo-warzywny z Osiedla Ogrody.
Mieszkańcy bloków sąsiadujacych z bazarkiem nie chcą go u siebie pod oknami.

Dla chcącego nic trudnego :)
Dla mnie dobra wymówka to praca, studia, małe dziecko, mieszkanie,
czas ...
1)Kiedy przeprowadzaliśmy się od rodziców do naszego własnego M
pierwsze co, to zorganizowałam sobie działkę i to spory kawałek
ziemi, a mój syn miał wtedy troszkę ponad rok. Została zaplanowana,
obsiana i obsadzona różnistymi warzywami, kwiatami i innymi. Po
poprzednim urzytkowniu zostały krzaki malin, porzeczek, agrestu i
drzewo brzoskwiniowe. Ja sobie grzebałam w ziemi, a mały łaził po
trawie, wyciągał to co przed chwilą zostało włożone do ziemi lub
smacznie spał w wózku. Da się.
2) I oto nadchodzi po mału czas zbioru tego ziemiopłodu. Wszystko co
nadawoło się do przerobienia zostało: wsadzone w słoiki ( słatki,
surówki, soki, dżemy, kiszonki, kompoty), ususzone ( zioła, warzywa,
owoce), zamrożone ( mieszanki warzywne do zupy i na parę). Do dziś
nie kupuję żadnych gotowych sałatek do obiadu. Da się
3) Ale wszystko co dobre się kończy i trzebabyło wrócić do pracy.
Wiadomo osiem godzin na biurkiem. Nic tak nie ralaksuje jak ta
działka. Więc po pracy na ogród i od początku, przygotować, zasiać,
zasadzić, zebrać i przerobić, bo przecież nie po to się pracowało,
by się teraz marnowało... da się.
4) A że pracodawcy moje mgr nie wystarczyło, po dwóch latach
zapisałam się na studia podyplomowe, a tu jeszcze absorbujący
czterolatek, dom, mąż,kot, praca i ... nauka. Do tego oczywiście
działka. I j.w patrz punkt 1 i 2 ... da się.
5) W soboty przeważnie mąż sprząta a ja w kuchni :
- piekę mięsiwo do kanapek ( zawijane, nadziewane, pasztety).
Odpowiednio przechowane może śmiało poleżeć w lodówce i trzy
tygodnie - nie ucieka jak wędliny sklepowe po trzech dniach
- robię bogos, gołąbki, klopsy, pulpety i do zamrażarki, bo w
tygodniu nie ma zbytnio czasu na gotowanie od wiosny do jesieni bo
jest ... działka.
- też robię makaron - żadna sztuka, piekę chleb - chwila moment,
piekę ciasta - zawsze w niedzielę znajdą się na nie jacyś amatorzy,
a i ja idąc w gości mogę zabrać ze sobą.
Dla mnie wszystko jest kwestią chęci i dobrego zorganizowania. Nie
czuję się zbyt przepracowana czy z nadmiarem obowiązków domowych,
mam czas dla siebie, na ploteczki z koleżankami, kino z mężem,
basen z dzieckiem. Dla chcącego nic trudnego jak mówi stare
powiedzenie

Niedobry kotek!
Wyobraźcie sobie, że jesteście bardzo głodni i nagle pojawia się przed Wami:
a/ pyszny kawałek pizzy
b/ kawał pieczonego kurczaka
c/ porcja wegetariańskiej sałatki warzywnej
d/ lub czegoś innego, równie pysznego
(niepotrzebne, w zależności od preferencji pokarmowych, skreślić).

I wyobraźcie sobie, że Ten Kawałek Czegoś Pysznego mówi do Was: 'Jestem pyszny, zjedz mnie'...
Ja wiem, że pozornie wydaje się taka sytuacja mało mozliwą, ale bywały już podobne precedensy w literarurze, jak chociażby mówiące piwo w 'Sennych zwycięzcach' Oramusa, które to piwo mówiło: 'Jestem smaczne i zimne, wypij mnie'... ;-)

Krótko mówiąc, przychodzi do Was pyszny posiłek i zaprasza do spożycia.
I jak byście się czuli po spożyciu, gdyby się okazało, że spożyliście nielegalnie i teraz wszyscy za fakt owego spożycia mają do Was pretensję?

Już mówię, do czego zmierzam:

"Ukraina: lwica zagryzła w zoo człowieka
PAP 05-06-2006, ostatnia aktualizacja 05-06-2006 13:05

Lwica w kijowskim ogrodzie zoologicznym zagryzła mężczyznę, który przedostał się na jej wybieg wzywając Boga.
'Mężczyzna krzyczał: >>Bóg mnie uratuje, jeśli istnieje<<, spuścił się na linie za ogrodzenie, zdjął buty i podszedł do lwów' - powiedział w poniedziałek przedstawiciel ukraińskich władz.

'Od razu rzuciła się na niego lwica, powaliła i rozerwała arterię szyjną' - dodał.

Do incydentu doszło w niedzielę wieczorem, kiedy w zoo były tłumy odwiedzających. Lwy trzymane są na 'wysepce' zabezpieczonej odlanymi z betonu blokami"

* * *
I teraz znowu będzie na koty, że niby takie krwiożercze i w ogóle dzikie jakieś bestie... Ale kto by się, kto - pytam - na Boga, w takiej sytuacji darmowego poczęstunku wstrzymał? ;-)

Pozdrawiam
cat_s

A co z tym budynkiem na Warzywnej, nie nadaje się na ogródek jordanowski?

DLACZEGO OGRÓDEK JORDANOWSKI NIE MOŻE BYĆ
...PRZENIESIONY DO BUDYNKU NA wARZYWNEJ TAM GDZIE JEST ŚWIETLICA ŚRODOWISKOWA?
kOMU TO PRZESZKADZA?

Czy to klimaty "Badabag"?
A ja w sierpniu wysiadłem gdzieś pod Satu Mare szukając miejsca na
namiot. Z drogi wygladało znośnie - ale okazało się, że wokół same
domy. Ruszyłem w kierunku opuszczonego zakładu produkcyjnego
(cegielni?) mając coraz większe watpliwości czy nie popełniam błędu.
Wokół kotłowało sie życie podwórkowo-sasiedzkie ubogich mieszkańców
niewielkich domków. Ktoś życzliwy pokazał mi drogę powrotną do
szosy - ale ja odparłem, że "nocować, namiot, Polak" - czy coś w tym
guście. Nie mając pewności czy nie popełniam błędu...
Na terenie cegielni było jeszcze gorzej - bo grasowalo tam
kilkudziesięciu - głównie smarkaczy obu płci. Ale po zaspokojeniu
ciekawości - dali mi spokój. Ruszyłem w kierunku pobliskich wzgórz
gdzie były małe poletka i nieco bydła na łączkach. Po drodze jeszcze
jakis podpity pasterz pytał się, czy chciał ode mnie czegoś...
Rozbiłęm namiot, tak by był jaknajmniej widoczny od strony cegielni
i osiedla. Ale przed zmrokiem zbliżył sie jeszcze jeden facet z
trzema psami. Byłem gotowy do obrony - ale psy zachowywały się
znośnie, a facet przyjacielsko... Miał nocować w kukurydzy opodal.
Co prawda w nocy psy poszczekiwały sobie, ale nie podeszły chyba
bliżej niż 40m.
Rano wszystko wyglądało lepiej. Okazało się, ze nikt z
wieczornych "znajomych" nie miał złych intencji. Od początku tak
sądziłem - ale jednak się trochę obawiałem...
A wieczornego podpitego pasterza spotkałem koło jego domu - i z
wielką dumą pokazywał mi swój ogródek warzywny. Kilka godzin później
spotkał mnie jeszcze na dworcu autobusowym w Satu Mare - i tylko
załowałem, że nie mogę po rumuńsku z nim pogadać - bo był bardzo
życzliwy!...

ja jutro na grzyby się wybieram i przy okazji przekopię ogródek na działce. w
przyszłym roku postanowiłam, po praz pierwszy w życiu, zrobić wspaniały ogródek
warzywny, więc już muszę zacząć przygotowania...

Niestety, na Mokotowie cienko z tymi sklepami. Jest sklepik w pawilonach na rogu Woloskiej i
Odynca, w strone Woronicza, mila pani, przewaga kosmetykow, troche zywnosci dla
diabetykow, mala lodoweczka i troche wyrobow sojowych, poza tym standard zbozowy - maka
z pelnego przemialu, rozne platki itp., poza tym troche paramedycyny - oleje, wyciagi i tak
dalej. Ascetyczny ale mozna przezyc.
Bazarek na rogu Walbrzyskiej i Pulawskiej - cos tam bylo zdrowego, ale nie wiem, czy sie
uchowalo. Moze ktos doprecyzuje.
Sklep na Rakowieckiej blisko Pulawskiej - dlugo byl, ale sie zmyl. Szkoda.
Sadyba Best Mall - parter, Rajski Ogrod, ekologiczne pieczywo zytnio- pszenne w roznych
konfiguracjach; jablka odpowiednio ekologicznie pryszczate :); w sezonie inne owoce, kapusta
kiszona, pyszne kiszone ogorki, mix salat roznych, roszponka, rukola, warzywa pelen zestaw,
makarony eko i razowe eko, szczypta paramedycyny, orzeszki pini, wloskie, inne, suszone
owoce, miody. Lodowka to pierogi z owocami, serem i tym tam - miesem (maja tam duzo
dziczyzny, pewnie dlatego ze klient tam bardziej wytworny niz ekologiczny, ceny tez wyzsze
niz gdzie indziej); pyszne maslo eko z kwiatuszkiem z foremki, twarozki wiejskie, smietana i
sery tluste, poltluste i chude, kozie, krokiety, pasztety, parowki, kotlety i mortadela sojowa,
dobra pasta drozdzowa. Jajka od uwolnionej kury - tak zeznaja w sklepie. Soki, conieco dla
diabetykow. Z innej bajki - ciasta i ciasteczka jakiejs wloskiej firmy. No i miecho. Maja drugi
sklepik na Ursynowie, przy Rosola.
Na Kabatach zas, rog Wawozowej i Rybaltow (sam koniec wawozowej, pawilony) dwie urocze
panie w sklepie chyba jednym z najlepszych w warszawie - chleb jw plus ten z metra robiony
w Radzyminie (wiem, on nie eko, ale pyszny); wody, jajka jw, pyszne sery kozie, salata,
komplet warzyw, przetwory, znakomity pasztet z ziaren slonecznika made in germany, oleje,
sosy sojowe, tofu, miso, wyroby sojowe jw, suszone owoce. Trzeba pytac o mleko od krowy,
pierogi z brokulami z maki razowej, albo kruche, ciasto z bananami, piernik, sernik z mleka
koziego, nalesniki ze szpinakiem, pierogi wielgachne z tymze. Ogorki kiszone i nie, cukinia,
baklazany, brokuly, pomidory, jablka, pasty warzywne. Herbaty rozne. Miecho, hmm.
W Centrum - Pasaz Srodmiejski naprzeciw kina Relax, ezoterycznie bardziej, herbatki, lodowka
z pastami, czasem cos sie trafi do przekaszenia typu szarlotka razowa, pierogi czy sery, malo
rzeczy o krotkim terminie trwalosci, poza tym standard podstawowy - maki, platki itp.
Moliera - na tylach teatru wielkiego - niezly wybor w lodowce, wiekszosc jak wyzej. Troche
kosmetykow, chleb, swieze warzywa, pierogi, tofu frytki.
Moze ktos zna jeszcze inne sklepy ze zdrowa zywnoscia, chetnie poczytam.
pozdrawiam
Ki